//
you're reading...
big powa in driftin cars, do przemyślenia, Na marginesie

Amerykanizacja Japończyków: America-Mura i FormulaD

tumblr_n6c9smLaQ21roeqdqo1_1280

Globalizacja, według wikipedii, jest to ogół procesów prowadzących do coraz większej współzależności i integracji państw, społeczeństw, gospodarek i kultur, czego efektem jest tworzenie się „jednego świata”, światowego społeczeństwa. Coraz częściej jednak, światowego społeczeństwa, które staje – a może nawet i już – stało się społeczeństwem amerykańskim – jeśli mogę pokusić się o takie stwierdzenie.

Stany Zjednoczone Amerykii Północnej od dekad pretendują do bycia pierwszym tj. głównym narodem świata i trzeba przyznać, scenariusz ten, odgrywany jest na naszych oczach, podobnie jak miało to miejsce na oczach naszych ojców, dziadków i pradziadków, bowiem, kto w dzisiejszych czasach nie zna takich marek jak Coca-Cola, McDonald’s, Starbucks, Pizza Hut, Ford czy Apple,? Łączy je dostępność na każdym kontynencie, gdzie tamtejsze kultury, cenią je i coraz częściej również ich pożądają. Jest to zasługą ludzi pokroju randomowego Pana John Doe z działu public-relations, który przez reklamę próbuje zakomunikować nam, iż np. nasz zeszłoroczny telefon, który był najlepszy, jedyny taki na świecie, jest dziś do bani. Musimy kupić nowy, lepszy, droższy, większy telefon, z milionem niepotrzebnych funkcji bo to właśnie dzięki niemu będziemy trendy i cool, a napotkana w klubie dziewczyna, od razu zaprosi nas do siebie na wieczorek zapoznawczy.

Amerykanizacja na stałe wpisała się w nasze życie, to za jej sprawą w czerwcu 1992 roku otworzono w Warszawie pierwszy bar McDonald’s w Polsce, który pobił rekord świata w przeprowadzonej liczbie transakcji. Obecnie w Polsce znajduje się około 340. z nich. Również w 1992 roku otwarto pierwszą restaurację Pizza Hut, która podobnie jak McDonald’s odniosła wielki sukces na naszym rynku, czego dowodem jest jej popularność i fakt otwieranych co rusz, nowych restauracji.

Aby pokazać Wam jaki profit płynie z rozpowszechniania swojego produktu na innych rynkach/kontynentach, zauważcie, iż 80% dochodów Coca-Coli pochodzi spoza Amerykii Północnej, podobnie jak dochody wspomnianego już McDonald’s, które również są większe poza „swoim ogródkiem”.

Sam proces globalizacji jest ponadto wzbogacany przez Facebook. Portal, dzięki któremu możemy w prosty sposób skontaktować się zarówno z ciocią Bożenką ze Starogardu Gdańskiego jak i z John’em Doe z USA czy Ji-Yang z Korei Południowej, powoduje, że świat staje przed nami otworem, a wspomniany już język angielski sprawia, że nie ma dla nas żadnych granic poza sferą naszych finansów.

To właśnie język angielski w licznych badaniach, uznawany jest przez większość ankietowanych, jako drugi język główny, zaraz po języku ojczystym. Oczywiście podtrzymuje to stanowisko, bowiem język – Chiński, którego zapewne będą musiały uczyć się moje dzieci – jest dla mnie za trudny, a języka, w którym każde zdanie brzmi jak groźba rozstrzelania nie zamierzam się uczyć.

Ameryka jest obecna w naszym życiu; jest częścią naszej wyobraźni w znacznie większym stopniu niż kiedykolwiek […] uzyskaliśmy układ kodów kulturowych, które pozwalają nam zrozumieć, doceniać i konsumować amerykańskie produkty kulturowe, tak jakbyśmy byli Amerykanami.

IMG_1362Zatarcie granic i szerokopojęta tolerancja wobec nowych kultur, powoduje otwarcie świata na nas samych. Filmy serwowane nam przez producentów z Hollywood, niejednokrotnie przedstawiają zjawisko nazywane „American Dream” czyli tłumacząc to na nasz język ojczysty – amerykański sen. Ameryka uznawana jest przez to za miejsce gdzie wszystkie marzenia się spełniają. Formułka zalatująca nieco tandetą, ma jednak olbrzymie przesłanie, w które chcąc nie chcąc wierzymy. Tyczy się to wszystkich sfer życia, również tych związanych z motoryzacją a więc także i z driftingiem.

Wszyscy lubimy Japonie, no może z wyjątkiem tych, którzy nie dopuszczają do swojej świadomości faktu, że to właśnie tam narodził się drifting oraz, że słynne Ebisu jest swego rodzaju mekką dla każdego z nas – fanów driftingu. Kilka tygodni temu cytowałem wypowiedzi utalentowanego młodego zawodnika z Wielkiej Brytanii, Dana Chapmana, który stwierdził, – z czym oczywiście się zgadzam – że brytyjczycy wzorują się nie na tej części świata, co powinny – czyt. USA. Problem ten dotyczy również nas, Polaków. Od lat podążamy ślepo za USA niemal automatycznie, przejmując tamtejszą kulturę we wszystkich sferach życia społecznego i nie tylko, przez co w moim odczuciu, przestaliśmy myśleć zdroworozsądkowo. Błądzimy jak czerwony kapturek we mgle, który zobaczył światło latarki, jednak nie do końca jest pewny czy to domek babci czy może jednak wilk gwałciciel z latarką – parafrazując popularną bajkę dla dzieci. Uważamy, że coś co przyjęło się w USA, przyjmie się również u nas. Otóż to tak nie działa..

Problem niestety jest jeszcze większy. O ile podoba nam się kultura Japonii oraz to w jakim kierunku podążał do niedawna tamtejszy drifting, o tyle w osatnim czasie odntować możemy tendencję spadkową tamtejszego sposobu spędzania czasu. Dochodzące słuchy o małej frekwencji na spotach w Osace, braku informacji na temat drifterów upalających na słynnych górskich przełęczach oraz coraz bardziej popularne jednostki V8 używane przez zawodników D1GP, – która została mocno skomercjonalizowana – powodują, że nie jest to już do końca ta sama Japonia jaką kochaliśmy jeszcze kilka lat temu. Na szczęście poczucie stylu, pozostało niezmienne, dzięki czemu wciąż mamy okazje podziwiać najpiękniejsze driftowozy na świecie. Samoczynnie nasówa się więc pytanie, skąd u licha ta popularność swapów na V8? Pomijając wątki techniczne, jednym z głównych powodów dla których Japończycy dokonują takowych swapów jest wspomniana już amerykanizacja.

Ze wszystkich narodów świata żaden nie jest do tego stopnia amerykanizowany, co Japonia, z jej grą w baseball, ogromnym rynkiem zbytu dla McDonald’s i projektowanymi przez Japończyków przestrzeniami, których celem jest symulowanie Nowego Świata. Dla Japończyków Ameryka jest ciągle „ostateczną strefą przyjemności, słonecznych pieniędzy i wakacji.

img03

Japończycy połknęli haczyk „American Dream” i starają się wchłonąć jak najwięcej tamtejszych zwyczajów i marek. Hmm… słyszeliście kiedyś o miejscu znajdującym się w Osace, a dokładniej dystrykcie Minami, nieopodal Shinsaibashi, nazywany America-Mura lub jak nazywają go sami Japończycy: Ame-Mura? Idę o zakład, że nie, bowiem sam niedawno się o tym miejscu dowiedziałem. Jest to coś na kształt Chinatown znanego z takich miejsc jak Nowy Jork, San Francisco, Bangkok czy wiele innych wielkich miast. Wydzielony obszar, przepełniony jest sklepami oferującymi rzeczy z „importu”, – głównie Stanów Zjednoczonych – gdzie można kupić zarówno nowe produkty słynnych amerykańskich marek jak i rzeczy z tzw. second-hand (drugiej ręki). Pośrodku tego „obszaru” znajduje się tzw. Triangle Park, miejsce do odpoczynku z zielenią, murkami, pełniącymi rolę miejsca do siedzenia i okrągłym placem w jego sercu. Ame-Mura posiada także własną, miniaturową kopię Statuy Wolności. Brzmi znajomo?

Stopień amerykanizacji Japonii jak i samych Japończyków jest tak duży jak popularność V8 w polskich E30. Skoro Japończycy tak bardzo wielbią zachodnią kulturę, która znana jest z serwowania swoich usług w trybie instant, nic więc dziwnego, że tamtejsi zawodnicy „emigrują” do USA by spróbować swoich sił w Formula Drift. Stopniowo wzrastające zainteresowanie japońskich zawodników ligą, która prędzej czy później zostanie nazwana Mistrzostwami Świata, – ze względu na listę startową pełną nazwisk, pochodzących z całego świata – sprawiła, że już niebawem wystartuje tam, Formula Drift: Japan.

1902970_576631125748761_1574070793_n

Daigo Saito jako pierwszy zawodnik D1GP, który wkroczył na amerykańską scene driftingową w ponad tysiąc-konnym Lexusie SC430, stał się instant gwiazdą i tematem do licznych dyskusji oraz żartów między członkami ekip jak i samych zawodników. Jest to osobistość, która przeczy szeroko pojętej amerykanizacji pod której wpływem są Japończycy. Daigo Saito czy może raczej już Diego Santos, mimo faktu, iż przedkłada FormulaD nad swoje ojczyste D1GP, do tej pory nie nauczył się języka angielskiego i nie ma takiego zamiaru. Może to i lepiej, przyjeżdża robi swoje i wraca do domu bez zbędnego pier**lenia.

Nie tylko Japończycy lgną do FormulaD, która jest najbardziej skomercjonalizowaną i przynoszącą największe zyski na świecie serią driftingową, bowiem tylko w Formula Drift, znajdziemy taką mnogość team’ów fabrycznych i firm oponiarskich jakich próżno szukać gdziekolwiek indziej. Ostatnimi czasy dobiegła nas wiadomość o tym, iż Juha Rintanen wystartuje w Formula Drift. Będzie to kolejny zawodnik z Europy, który wystartuje w tej prestiżowej serii. Najpierw mówiło się tylko o starcie w jednej, a dokładniej w czwartej rundzie FormulaD, później jednak nadpłynęła do nas informacja, iż młody Finlandczyk wystartuje w końcowych 4 rundach, tej amerykańskiej serii. Informacja ta z pewnością ucieszy wielu fanów driftingu. Juha Rintanen zasili grono zawodników z krajów nordyckich, którzy w amerykańskiej serii od zawsze radzili sobie bardzo dobrze mimo dość idiotycznych pseudonimów, bowiem kto chciałby być nazywany Norweskim Młotem? To jakby nazwać, któregoś z czołowych zawodników Surowa Polska – od kiełbasy.

Czym więc jest dla drifterów „American Dream”, który tak przyciąga ich do USA? W moim odczuciu jest to tylko i wyłącznie sława i pieniądze oraz możliwości rozwoju własnych umiejętności podczas pojedynków z „najbardziej utalentowanymi” zawodnikami naszego globu. Czy wychodzi/wyjdzie im to na dobre? Ciężko określić, jedno jest niemal pewne. W ciągu najbliższych lat, najlepsi czołowi drifterzy świata staną w szranki na „swoim własnym, zamerykanizowanym podwórku”.

W tekście wspomagałem się cytatami z książki Zbyszko Melosika „Teoria i praktyka edukacji wielokulturowej”, Oficyna Wydawnicza „Impuls”, Kraków 2007.

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: