//
you're reading...
drift 2

Drift 2: reaktywejszyn.

IMG_1383 copy

Przewidywanie przyszłości driftingu, czy jakiegokolwiek innego aspektu życia, zawsze jest trudne, ale za naszego życia -o ile przechodząc po pasach nie rozjedzie Was wariat w tysiąckonnym driftowozie trenujący do amatorskich zawodów- drifting będzie się „rozwijał” doputy, dopóki drifterom z powodu kolejnego niespłaconego kredytu wziętego pod zastaw, na kupno nowego silnika, ponieważ stary, dwustu osiemdziesięcio siedmio tysięczno konny wybuchł na ostatnim treningu, bank nie odbierze przedsiębiorstw oraz wszelkich posiadłości. Drifting z dość taniego sposobu spędzania wolnego czasu, przerósł się w coś co nazwałbym wpłatomatowym monstrum, które tylko czeka by pożreć resztkę Twoich oszczędności.

Owszem daje przy tym olbrzymią frajdę i dostarcza przy tym więcej adrenaliny niż skok na bungee -niepotwierdzone info- jednakże, nie umiejąc postawić sobie granicy, można stać się w dość szybkim czasie niewypłacalnym. Mogę się mylić, jednakże pewnie większość z Was słyszała historię mężczyzny, który po rozwodzie sprzedał swoją część majątku wyłącznie po to by kupić Lamborghini Gallardo i przemierzyć nim Stany Zjednoczone wzdłuż i wszerz, sypiając w tanich motelach, aż do momentu gdy silnik w jego Lambo wybuchł, a facet został z niczym. Czy było warto? Trzeba by było zapytać o to właciciela. Oczywiście, każdy projekt czy to stance’owy, rajdowy, driftingowy etc. wiążę się z dużym nakładem finansowym, jednakże przez ten cały „rozwój”, drifting sam narzuca sobie pewne nieumowne granice. Granice, przez które coraz mniej osób będzie zainteresowanych, wzięciem udziału w prawdopodobnie, najlepszej przygodzie swojego życia.

Czego możemy być pewni, to to, że za jakiś czas z kalendarza imprez driftingowych zniknie coś, co znamy dzisiaj jako Driftingowe Mistrzostwa Polski. To czego jesteśmy obecnie świadkami, jest początkiem końca, nie tylko DMP ale jakichkolwiek innych serii na świecie. Wszystko się kiedyś kończy, jest to pewne. To czy powstanie coś na ich miejsce zależy wyłącznie od nas, pasjonatów. Kto się z tym nie zgadza, równie dobrze może stanąć na plaży w upalnych letni dzień, ubrany wyłącznie w czarny płaszcz, trójwarstwowe spodnie z getrami i czapkę zimową, po czym spoglądając na słońce powiedzieć mu, żeby zgasło.

Jestem pewny, że być może nie za naszego życia ale w dalszym odstępie czasu, auta spalinowe odejdą do lamusa, a wszyscy przesiądą się do maszyn napędzanych wodorem bądź energią elektryczną. My z kolei najprawdopodobniej doczekamy się hybryd, które powoli stają się faktem we wszystkich możliwych sportach motorowych, w tym momencie i to na naszych oczach. Wyobrażacie sobie drifting hybrydą? Ja też nie, nie wyobrażałem sobie nawet, że do hybrydy można założyć instalację LPG, po prostu nigdy się nad tym nie zastanawiałem… do wczoraj, kiedy jedna z zaufanych mi osób, wpadła na pomysł tribrydy tzn. połączenia silnika elektrycznego z benzynowym, wyposażonym dodatkowo w instalacje gazową. Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy przeglądając oferty na allegro natknąłem się na kilka ogłoszeń z hybrydami wyposażonymi w instalacje LPG. To działa! W sumie czemu by nie mogło? Zastanówcie się, czy sami wpadlibyście na taki pomysł? Zapewne nie, bo nigdy się nad tym nie zastanawialiście prawda? Patrząc na hiper auta pokroju Porsche 918 czy LaFerrari, napęd hybrydowy i ogólnie pojęta elektronika będzie przejmować władzę nad smogiem generowanym przez silniki spalinowe.

Swoją drogą ciekawe jakby to wyglądał, przejazd punktowany dwóch zawodników w autach elektrycznych, gdzie po dwóch przejazdach, dochodzi do dogrywki. Wówczas jeden z zawodników prosi o 5 minut na zmianę opon a drugi o 27dni na naładowanie akumulatorów -których prąd wytwarzany jest oczywiście w elektrowni-, bo tych przecież nie da się łatwo wymienić, a ich ładowanie zajmuje więcej czasu, niż strojenie się kobiety przed wyjściem na bal #potwierdzoneinfo. Przyznam, nie wyobrażam sobie tego, aczkolwiek do tego czasu naukowcy z uniwersytetu Harvarda albo niezawodny Cytryn i Gumiak rozwiążą ten problem. Przyznam, że tego ostatniego się trochę obawiam, jednakże tym problemem martwić będą się moje dzieci albo wnuki.

Myśląc przyszłościowo, zważywszy na obecne braki i problemy dotykające drifting nie tylko w Polsce ale i na całym świecie, powinniśmy wprowadzić driftingowe prawo, które nakazuje każdemu chcącemu rozpocząć swój udział w przygodzie, jaką jest drifting, lot do Japonii i poznanie tamtejszej kultury i sposobu modyfikowania aut. Skoro sprawiamy, że drifting staje się coraz droższy to taki lot do Japonii niczego nie zmieni prawda? Profit, taki, że dowiemy się od środka jak to wszystko wygląda, a także przywieziemy ze sobą kontener pełen stylowych driftowozów i JDM’owych części o które reszta Europy będzie się zabijać. Myślę, że rozwiązałoby to część obecnych problemów i uzdrowiło by naszą scenę i każdą inną, która podążyła by tą właśnie drogą.

Na zakończenie, zejdę trochę na ziemię i ujmę to w następujący sposób, wszyscy chcielibyście aby drifting pozostał taki jaki jest -nie wchodząc w zbędne szczegóły pokroju mocy czy stylu- prawda? Dobrze wiecie, że niemożliwe jest by pozostał na takim poziomie na jakim jest obecnie i nawet jeśli za tydzień, miesiąc, rok czy później stwierdzicie, że tu powinna zostać postawiona granica, tak się nie stanie. Powiem więcej, wiecie to ale i tak jakoś Was to nie rusza. Prędzej czy później auta zasilane alternatywnymi źródłami energii wyprą auta spalinowe i drifting podobnie jak każda z dziedzin motorsportu, -którą drifting oficjalnie nie jest- będzie zmuszona do korzystania z nowych jednostek napędowych. Fałki nie będą już potrzebne ponieważ moc będzie dostępna niemal od każdych zadanych obrotów. Jest to nieco smutne, jednakże świat prawie w każdym aspekcie musi się rozwijać* a my musimy się z tym pogodzić.

*Rozwój rozumiany jako znaczące zmiany będące ewolucją bądź rewolucją tego czego możemy dziś doświadczyć, a nie pompowanie googolplex’ów euro, złotych czy dolarów w driftowóz po to by stał się coraz mocniejszy i mógł jeździć wyłącznie tyłem do przodu na slickach o szerokości równika.3icgl

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komantarza.

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: