//
you're reading...
nie na temat

Drifterzy to nowi Hot Rodersi – 9000 sposobów na utratę palca

Nie ma znaczenia co to jest. Nie ma znaczenia w którym roku zostało wyprodukowane. Nie ma znaczenia czy posiada bezpośredni wtrysk paliwa czy gaźnik. Samochody z natury dostarczają fun. Nawet jeśli jeździsz Toyotą Prius z instalacją LPG to masz fun z tego jak mało pali. Naciągane? Być może, ale są ludzie, którzy czerpią radość z niskiego spalania.

Tony Angelo, wieloletni działacz Formula Drift, który miejsce w składzie sędziowskim zamienił najpierw na Sciona tC, a finalnie na 700 konnego Sciona FR-S, stwierdził nie tak dawno temu, iż drifterzy to nowi hot rodersi. Czy ma rację? Cóż, trudno sprzeczać się z człowiekiem znającym obie sceny od podszewki. Mimo, iż w swoim Scionie, Angelo posiada silnik 2AR (R4) to jego serce pozostaje w korelacji z amerykańskim V8. Między innymi z tego samego powodu w jego garażu znajdziemy 340 Dodge Demona, którym jeździł jeszcze za czasów szkoły średniej.

Oba auta są na pozór wyjątkowe. Pierwsze jest klasycznym muscle carem. Drugie to wyjęty wprost ze światowej czołówki driftowóz. Oba z tych aut Tony nazywa swoimi hot rodami i wiecie co? Moim zdaniem ma rację. Na pierwszy rzut oka hot rody i drifting nie mają ze sobą wiele wspólnego. Pierwsze wygląda staro, drugie młodo. Pierwsze bazuje na tradycji, drugie nie jest nią zainteresowane. Jeśli jednak zagłębimy się w te dwie na pozór odmienne sceny, po pewnym czasie bardzo trudno będzie nam dostrzec jakiekolwiek różnice pomiędzy nimi.

Tony próbuje uargumentować swoje rozważania zwracając uwagę na podobne odczucia w momencie wymykania się auta spod kontroli. Sposób w jaki robi to 400 konny muscle car z archaicznym – jak na obecne czasy – zawieszeniem ekscytuje i nie odbiega od o wiele bardziej zaawansowanej konstrukcji Sciona z podwojoną mocą Dodge’a. Patrząc przez pryzmat odczuć jakie towarzyszą kierowcy w tych momentach oczywiście.

Przemieszanie nowych części ze starą myślą techniczną idealnie wpasowuje się w profil aut, które buduje Tony. FR-S jest w większym stopniu Hot Rodem, niż mógłbyś się spodziewać. Podczas gdy większość profesjonalnych drifterów Formula Drift używa silników V8, w Scionie Angelo znajdziecie czterocylindrowy motor Toyoty. Wyróżnia się jednak tym, iż jego cały osprzęt, został wyprodukowany w USA przez Amerykanów. Skrzynia biegów pochodzi z Pensylwani, podobnie jak dyferencjał. Wał napędowy oraz półosie zostały wyprodukowane w Północnej Karolinie. Wahacze pochodzą z Texasu podobnie jak kilka innych elementów. Części te zostały opracowane przez firmy specjalizujące się w produkcji komponentów do aut startujących w rajdach, wyścigach płaskich, a nawet w NASCAR. Tak. Dobrze przeczytaliście. NASCAR. Komponenty te cechują się zwiększoną wytrzymałością, przez co znoszą wszystkie trudy profesjonalnego drift caru i faktycznie jeśli sprawdzimy listę usterek w Scionie szybko zaobserwujemy, że było ich naprawdę niewiele, a te zapadające w pamięć były spowodowane wyłącznie dużymi dzwonami, których niestety było całkiem sporo. Tony przyznaje:

 

„Myślę, że ludzie muszą zrozumieć, że ten samochód został zbudowany w Ameryce, przez Amerykanina do konkretnego celu. Te części sprawdziły się wielokrotnie, dlatego je wybraliśmy.”

 

Hot Rodding jest przecież możliwością wzięcia tego co jest do Twojej dyspozycji i stworzenie najbardziej odjechanego auta, jakie możesz zbudować dzięki swoim umiejętnościom i budżetowi. Jest robieniem tego na co masz ochotę. Wszystko zależy od Twojej kreatywności i modyfikacji aut, to pozwala stworzyć co tylko zechcesz. Drifting jest z kolei kreatywną jazdą.

 

Okej, ale czy to, że mam E30 z M60 i poszerzeniami z blachy oznacza, że mam Hot Roda? Nie.

 

To znaczy tak i nie, ale nie w tym rzecz. Drifting odzwierciedla styl hot roddingu sprzed półwiecza, ale również sama społeczność hot rodderska swym zachowaniem zaczyna odzwierciedlać mentalność drifterską, czego my w Polskich warunkach doświadczyć niestety nie możemy. Mowa tu już nie tyle o autach, co o sposobie jazdy.

Styl to jedno z największych powiązań hot roddingu i driftingu. Powrót do korzeni i uszanowanie tradycji to bardzo ważne cechy obu scen, mimo że wielu drifterów o tym kompletnie zapomniała zatracając się w swapach V8. Zapomniana na chwilę tradycja, ponownie zaczyna być kultywowana. W ostatnim czasie driftowozy budowane poza granicami Japonii przypominają te wyjęte wprost z najlepszych japońskich wydań Hot Version czy Option Magazine.

Weźmy na ten przykład Animal Style z Kalifornii. Auta szurające podwoziem o asfalt, pomalowane w cukierkową czerwień i pokryte błyszczącymi grafikami są najbliższym odzwierciedleniem Fast and Furious w prawdziwym życiu jakie moglibyście znaleźć.

W ich duchu nie ma jednak tego, czego nie znaleźlibyście w hot rodach z przed półwiecza. Auta mogą wyglądać inaczej, ale idea, która im przyświeca jest wciąż ta sama. Auta Animal Style mogą dzielić ten sam styl, mimo że posiadają inne nadwozia oraz silniki. Na ostatnim Final Bout mogliśmy spotkać zarówno rzędowe szóstki z rodziny RB jak i 1JZ, przez czterocylindrowe SR20 po LS V8 GM. Większość grup stara się żyć w zgodzie i co najważniejze – uszanować korzenie sceny na której się znajdują. Dlatego też nie ważne co Twoje auto ma pod maską, musi po prostu dobrze się prezentować w trakcie poślizgu. To ostatnia cecha łącząca hot rodding i drifting, auto musi wyglądać dobrze.

Dlaczego uważam, że Tony ma rację? Ponieważ bardzo trudno znaleźć drugiego tak doświadczonego driftera i hot roddera jak on. Prawdopodobnie to właśnie Angelo był jedną z pierwszych osób sprowadzających drifting do Stanów Zjednoczonych, podobnie jak Maciek Polody uczynił to w Polsce. O ile jednak Maciek ściągnął to do nas z Niemiec, o tyle Tony przeniósł drifting wprost z Japonii do USA. Ot cała różnica. Jak tego dokonał?

Wszystko rozpoczęło się od złożenia przez niego zamówienia na części aftermarketowe w Japonii. Wraz z kolejnymi przesyłkami JDM-owych gratów do jego Mazdy RX-7, Angelo znajdował w nich również kasety VHS, a później także płyty VCD/DVD pełne driftingowych video.

Wówczas w Stanach Zjednoczonych nikt nie widział czegoś podobnego. Niebezpieczna, a zarazem ekscytująca jazda po górskich serpentynach sprawiła, że Tony postanowił spróbować swoich sił w czymś co japończycy nazywali driftingiem. Szybko zaraził nim swoich przyjaciół i tym samym wici zostały rozplecione, a drifting stopniowo zyskiwał na swej popularności.

Obecnie Tony może pochwalić się jedną z najdłuższych karier w profesjonalnej serii Formula Drift oraz pracą w kultowym już Hot Rod Magazine. Żyje więc pełnią życia w miejscu, gdzie bez przeszkód może realizować swoją najstarszą pasję. Tego Wam życzę.

______________________________________________________

 

Jakiś czas przed napisaniem tego wpisu, Tony Angelo wystawił Sciona FR-S na sprzedaż. Był i jest to jeden z najładniejszych moim zdaniem Scionów zbudowanych kiedykolwiek.

Zdjęcia: Larry Chen / Speedhunters.com | Kinja.com

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ autobusem. Sprzedał Volvo kombi w automacie i jeszcze nie kupił nowego daily. Idiota.

Komentarze

Trackbacks/Pingbacks

  1. Pingback: Elektryczna Toyota Corolla AE86 czy to przyszłość? – DriftBlog.pl - 26 stycznia 2018

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ autobusem. Sprzedał Volvo kombi w automacie i jeszcze nie kupił nowego daily. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: