//
you're reading...
big powa in driftin cars, offstyle

Drifting, w którym się zakochałem odszedł w zapomnienie.

IMG_1760

Wracając wczorajszego dnia z Poznania, myślałem o nadchodzącym sezonie Formula Drift oraz o naszych rodzimych Driftingowych Mistrzostw Polski. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym posługiwał się tokiem rozumowania przeciętnego fana driftingu w Polsce. Pewnie domyślacie się o czym pomyślałem?

Na każde zawody driftingowe, odbywające się na naszym globie spoglądam zawsze w ten sam sposób, przez pryzmat stylowych driftowozów oraz niewyżyłowanych do granic możliwości, jednostek napędowych. Nie trudno jest się więc domyślić, jakie skojarzenia wywołały we mnie nadchodzące wielkimi krokami serie driftingowe. Postaram się na tyle na ile jest to możliwe pominąć tematykę stylu. Chciałbym się skupić raz jeszcze, na tematyce mocy. Skłonił mnie do tego nikt inny jak Dan Chapman, swoista legenda JDM Allstars. Dan startował w niej, jednym z najbardziej charakterystycznych PS13 jak na tamte czasy, w Europie.

Wspominam o nim z prostego powodu, Dan na swoim prywatnym, Facebook’owym profilu, poruszył wczoraj bardzo ważną kwestię. Kwestię, którą sam nie tak dawno temu poruszyłem, po której obecny mistrz Polski Bartosz „BRT” Stolarski, skwitował ją słowem – „bzdura”. Nie mniej szanuję jego zdanie, bowiem każdy ma prawo do wyrażenia własnej opinii na dowolny temat. O czym mowa? Oczywiście o pogoni za mocą.

blsdr (1)Powyższa wypowiedź powinna być raczej podsumowaniem tego wpisu, jednakże stopień w jakim zgadzam się z Chapmanem wynosi jest równy sile jaką generują obecnie przeciętne driftcary w Formula Drift czy jakiejkolwiek innej lidze, nazwijmy to „Premium” na świecie. Dlaczego pokusiłem się o taką metaforę? Z prostego powodu, matematyczne 100% nie jest w stanie wyrazić tego w tak dosadny sposób jaki bym chciał, żeby był. Proszę nie zrażać się datą 1 kwietnia, bowiem wpis jest jak najbardziej poważny, o czym świadczą liczne komentarze.

5ax6w

Dan potwierdził tok mojego rozumowania, mówiąc iż moc 450 koni mechanicznych jest wystarczająca do wygrywania zawodów, a i ta, mogłaby być mniejsza. Moce rzędu 700-1000 koni mechanicznych, oczywiście nie są zakazane i nikt nie zabrania zamożniejszym zawodnikom przeznaczać swoich środków na rozwój mocowy swoich drift carów. Jednakże, dysproporcja ta sięgnęła już na tyle daleko, iż zawody organizowane są wyłącznie dla ograniczonej grupy zawodników, gdzie reszta pełni funkcje, zapełnienia drabinki, że pozwolę, sobie użyć takiego kolokwializmu.

17umt

a9et3

Dan, podobnie jak ja, skupił swą uwagę na rosnących różnicach pomiędzy zawodnikami, która utrudnia nowym zawodnikom rywalizację nie tyle z bardziej doświadczonymi zawodnikami co z zamożniejszymi z nich. Korelacja pomiędzy zamożnością a mocą drift carów, jest taka sama jak prawdopodobieństwo tego, że po zjedzeniu wystawnego obiadu składającego się z trzech dań i deseru będziesz nadal głodny. Nie zaglądam nikomu do portfela, po prostu widać to na pierwszy rzut oka. Tak już jest po prostu.

Komentarze, których liczba przekroczyła w niedługim czasie magiczną granicę dwustu wypowiedzi, w przeważającej części, zgadzają się z tokiem rozumowania i ideologią, która jest mi bardzo bliska. Sporo wypowiedzi, dotyczyła braku wystarczających umiejętności, które są maskowane wisefabem oraz mocą, co w moim odczuciu jest prawdą. Nie mówię przy tym, że każdy który dysponuje mocą 700+ nie ma odpowiednich umiejętności, myślę jednak, że ten problem tyczy się pewnej grupy kierowców.

tp2cd

Keep Drifting Fun, słowo tak nadużywane ostatnimi czasy, podobnie jak „hater”, który jest używany jako tarcza na konstruktywną krytykę, w pewnym stopniu ma tutaj swoje odzwierciedlenie, tzn. pierwsze z nich. Drifting to zabawa, miejsce gdzie każdy powinien świetnie się bawić, zapominając na chwile o całym otaczającym go świecie. Obecnie drifting, a raczej same zmagania zawodników podczas zawodów to nieustanny stres czy uda mi się z nim wygrać. Oczywiście są zawodnicy, którzy jadą bez napinki na wyniki i chwała im za to, jednakże większość zawodników, walczy po prostu o najwyższy stołek i rozpoznawalność na Polskiej scenie, którą można zdobyć nie tylko poprzez wygrywanie zawodów.

ocele

Obiecałem jednak, że nie będę poruszał tematyki stylu tak więc przejdę do pewnej metafory i być może filozofowania, jak niektórzy z pewnością mi to zarzucą. Moim zdaniem pomijając ograniczenia mocowe narzucone z góry przez ligę, nowy drifter, powinien przejść pewną obowiązkową drogę i nie mówię w tym momencie o zdobywaniu licencji, która być może nie będzie mu do niczego potrzebna. Podobnie jak wiele gigantycznych korporacji, których twórcy przepracowali odpowiedni czas na każdym z niższych szczebli drabinki zawodowej tj. od sprzątaczki po fotel prezesa, który pozwolił im zrozumieć położenie i oczekiwania podwładnych i nauczył się nimi zarządzać w odpowiedni sposób, tak samo powinniśmy postąpić z driftingiem ale o tym za chwilę.

Obecna sytuacja przypomina wiele polskich korporacji, gdzie niemal każdy pracownik, walczy za wszelką cenę, by zasiąść na fotelu prezesa i zaimponować innym, bez względu na to, jaką przyjdzie mu zapłacić za to cenę. Rozpoczynając przygodę z driftingiem od auta o mocach rzędu 400 czy 500+, bowiem już i do takich sytuacji doprowadzono, nie wróżę hucznego rozwoju driftingowi.

Owszem mamy obecnie mnóstwo serii driftingowych dla amatorów gdzie bez wielkich nakładów finansowych można dobrze się bawić i wywalczyć licencję… A nie czekaj. Chyba coś pomyliłem?

Być może zauważyliście rosnącą z roku na rok poprzeczkę w niższych seriach driftingowych, gdzie obecnie moc 300 koni mechanicznych jest niemalże absolutnym minimum, by myśleć o zajęciu wyższych miejsc w zawodach. Jak w takich warunkach może konkurować np. pracujący student, który po latach pracy dorobił się własnego E30/E36 325i? Odpowiedź jest prosta. Nie może. Dopóki nie wzmocni swojego samochodu albo znacznie go nie odchudzi, może zapomnieć o udziale w zawodach. Innym rozwiązaniem byłoby powstanie ligi, która sprawowałaby pieczę nad zapewnieniem na tyle na ile to możliwe, wyrównanych szans, w przeciwnym wypadku, nic się nie zmieni.

Chętnie zobaczyłbym zawody, w których wszyscy zawodnicy w autach 500+ (zawodnicy z całego świata) wsiedli by do aut o mocy 240-300 koni i za ich kierownicą konkurowaliby jak ma to miejsce na tradycyjnych zawodach. Obawiam się, że część kibiców mogłaby się nieco rozczarować. Pomyślmy dlaczego Japończycy posiadają tyle umiejętności w jeździe w kontrolowanym poślizgu? Odpowiedź jest prosta. Ćwiczą. Jednak nie w tradycyjny sposób. Kupują AE86, S13, czy podobne tylnonapędowe auto, które w Japonii można dostać za równowartość E36 u nas, po czym jadą na tor, gdzie nieustannie ćwiczą jazdę w parach. Jeżdżą przy tym bardzo agresywnie. To jest moim zdaniem klucz do sukcesu.

Zaczynają oni od niewyżyłowanego auta, które możemy kupić niemalże za czapkę śliwek, do którego części oraz opony są równie tanie a w przypadku poważniejszego crashu, nie muszą siedzieć i płakać nad tyłem w trójkąt, tylko jadą kupić kolejne i bawią się dalej. Finansowo nie wyjdzie to wcale drożej od jednego, lepiej przygotowanego auta, a takie elementy jak skręcana klatka, kubełki czy pasy, zawsze można przełożyć do kolejnego nadwozia. Takim drift carem, upalają możliwie jak najczęściej, ćwicząc pary i obijając się wzajemnie, co po pewnym czasie powinno zaskutkować wyrobieniem w sobie odpowiednich umiejętności jazdy niemalże drzwi w drzwi. Dopiero w następnym etapie driftingowej ścieżki można pomyśleć o zwiększeniu mocy i stworzeniu auta za większe pieniądze. Obawy związane z rozbiciem drogiego drift caru, będą wówczas znacząco mniejsze w moim odczuciu, niż jak gdybyśmy wsiedli od razu do 400-konnego auta i próbowali walki w parach, jeżdżąc możliwie jak najbardziej agresywnie. Zdobyte wcześniej doświadczenie, ułatwiłoby ujarzmienie mocy drzemiącej w tak mocnym, drogim drift carze. Ponadto profit jest taki, iż przejazdy po przesiadce byłyby o wiele bardziej agresywne.

W ten sposób w moim odczuciu powinna wyglądać driftingowa ścieżka każdego z nas. Zakończę jakże prawdziwymi słowami, które razem z całą grupą ludzi o zbliżonych poglądach regularnie powtarzamy. Zarówno odpowiednia, niewygórowana moc jak i styl oraz dźwięk jest kwintesencją driftingu.

twhr7

*nie, nie uważam się za eksperta. Moje rozważania są skutkiem, rozmów z wieloma drifterami na całym świecie, którzy zjedli zęby na tym co robią. Powyższy tekst, został oparty m.in. na zagorzałej dyskusji, która miała miejsce na profilu Dana Chapman’a.

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Komentarze

16 kmentarzy do “Drifting, w którym się zakochałem odszedł w zapomnienie.

  1. Po części się zgodzę ale z drugiej strony można uczyć się jeździć maluchem a można zacząć od mercedesa na pewno nauka na mercedesie będzie przyjemniejsza… I uważam że jak kogoś stać to dlaczego ma sobie utrudniać życie skoro może sobie pozwolić na to żeby je ułatwiać ?
    Wyczuwam momentami trochę ból dupy $.
    Skoro potrzebna jest Wam seria taka jak SSS fun ale na jeszcze niższym poziomie mocowym to zróbcie to… Nie powinno Was to kosztować majątku a raczej trochę czasu i zaangażowania 😉 Peace !

    Posted by ADHD BY WLKP | 3 kwietnia 2014, 20:07
    • Nie zazdroszczę nikomu $, nie pochodzę może z jakiejś zamożnej rodziny ale nie narzekam, tym bardziej nie zazdroszczę mocnych drift carów bo jestem jedną z tych osób, która nie przyjęłaby za darmo mocniejszego drift caru, albo przyjęłaby go a następnie sprzedała kupując dwa słabsze. Serio. Co do organizacji serii to dzięki, coś jest już w planach, jednak wymaga to dużo zaangażowania, zobaczymy.

      Posted by Maciej Maroszek | 3 kwietnia 2014, 20:18
  2. No i super 😉 Tak trzymać ! Nie oszukujmy się wyścig zbrojeń jest już nie do zatrzymania… No chyba że jakimś cudem coś w regulaminach pojawi się o oponach wtedy miałoby to sens inaczej nie ma takiej opcji… Prędzej upadnie ta dyscyplina… Co do 200 konnych aut to jest to ogromny fun i zabawa sam stawiałem pierwsze kroki na dużo słabszych autach ale jak to się mówi APETYT rośnie w miarę jedzenia… 🙂 Nie mówię tu o mocach 700+ lecz 400-500 które są jeszcze całkiem przyzwoite moim zdaniem :)! Rób swoje bo wychodzi Ci to całkiem całkiem chętnie zobaczę jak się to zmieni jak już liźniesz tego wszystkiego w praktyce, czego Ci życzę z całego serca 🙂 Peace i High Five 🙂

    Posted by ADHD BY WLKP | 3 kwietnia 2014, 20:47
  3. ADHD BY WLKP, a myslałeś o tym że robiąc tanie zawody dla tanich driftowozów sponsorzy chętniej wyłożą przykładowo 10-20k niż 200k na grube zawody?

    Posted by Mateusz Rypina | 3 kwietnia 2014, 20:58
  4. Dokładnie… Panowie, Gimon! Trochę reali… Trochę praktyki…
    Pończak sorry ale od dłuższego czasu zasypuje Twój gang tak sobie nazwałem bandę gimbusów na fejsie którzy pod każdym postem pierd*lą coś o wiadrach i 1000 konióf… Mówiąc o tym że Pro drifterzy muszą wrócić do 200 koni bo inaczej to nie drift… Nie jestem za wyścigiem zbrojeń ale uważam że jedyną opcją by to powstrzymać jest wprowadzenie jakiegoś sensownego zapisu w regulaminie odnośnie opon… Nie mówię tu o zapisie w stylu PFD bo on za dużo nie zmienił… Ale czymś na miare DO już bliżej… Może czas przestać hejtować i zacząć działać trochę, zróbcie sobie te swoje zawody, macie Driftbloga macie dużo znajomych, macie auta i problem z głowy… Będziecie mieli swoją wymarzoną serie w której będzie można z funem polatać wprowadzicie swoje zasady nie będziecie musieli słuchać fałeeeek i tak dalej… Czy to naprawdę takie trudne ? Kijem rzeki nie nawrócisz a te pierdolenie odbija się na nas wszystkich zwłaszcza jak coraz większa baza gimbusów jara się swoimi astrami w cabrio i próbuje driftować dołączajać z posta na post do gangu Pończaków 😉 Peaceeee 😀

    PS. Chętnie bym polatał takim m50 w parach bez spiny 🙂
    Co nie znaczy że nie mam przyjemności z driftowania autem 350 + nawet jeśli jest okazja powalczyć o złote gacie co mnie specjalnie nie kręci…

    PS. Gimon nie chce tracić wiary w Ciebie ale kto normalny da 20k młodzieży z autami w każdym elemencie w różnym kolorze jak może za taką kwotę wystawić się już na DO gdzie rozgłos i jakiś tam prestiż już jest ? Zejdźmy trochę na ziemię ! 🙂

    Posted by ADHD BY WLKP | 3 kwietnia 2014, 23:01
    • Jeśli mówimy o gimbusiarzach jako uczniach gimnazjum to ok, racja, oni nie do końca kminią jeszcze o co chodzi i trochę za wysoko skaczą mimo, że czasem mają rację ale przedstawiają to w sposób, nazwę to słaby. Jednak nazywanie kogokolwiek gimbusem, mimo, że już dawno temu zakończył ten etap edukacji do niczego nie prowadzi imo. To tak na marginesie. Poza tym, kto mówi, że drifterzy mają wrócić do 200koni? Stwierdziłem tylko, że chciałbym zobaczyć jedne zawody albo chociaż pokaz w przerwie czy coś w tym stylu. Myślę, że moc do 500 koni mechanicznych byłaby nieprzekraczalną granicą w moich wyobrażeniach idealnych zawodów, których nie jestem zwolennikiem, tak swoją drogą. Co do obecnych lig i etapu, na którym jest drifting, który imo się nie rozwija, po prostu ładowane jest w niego coraz więcej pieniędzy, jak zresztą przyznał sam Chapman, ograniczeniem mógłby być zakaz stosowania podtlenku azotu, chociaż wtedy dostałoby się też trochę słabszym zawodnikom.

      Poza tym nie sądzę, żeby potencjalny sponsor, który zakładamy, nie wie co to drifting, będzie się zastanawiał czy może wyłożyć pieniądze. Jeśli żadna inna liga się do niego nie zgłosi a zarazem nie zaproponuje mu za dajmy na to 10k sponsora tytularnego to dlaczego on sam miałby iść i mówić oto moje pieniądze chce być Waszym sponsorem. Chyba tak dobrze jeszcze nie ma? Zdaję sobie sprawę jak ciężko pozyskać jakiegokolwiek sponsora, jednak jestem przekonany, że lokalni przedsiębiorcy, wyłożyliby trochę pieniędzy na to by jeszcze lepiej zareklamować się w regionie. Z drugiej strony można zrobić coś na kształt normalnego treningu, gdzie nie trzeba czekać pół dnia w kolejce żeby oddać parę przejazdów, zamiast sponsorów dać wpisowe jako przedpłatę i można się bawić. Ze spokojem na ten rok jest już kilka rzeczy planowanych, także jak wszystko wypali to pooglądacie i poczytacie trochę na ten temat.

      Co do organizacji tych zawodów dla ENTRY LEVEL, że pozwolę sobie to tak nazwać i ogólnie dla aut z mniejszymi mocami to jeszcze przed wakacjami powinniście usłyszeć o czymś takim na Jastrzębiu 😉

      DriftBlog zostawmy w spokoju, to osobna kwestia, dlatego postanowiłem o takich kwestiach pisać tutaj a nie tam. To, że pojawiają się tam takie tematy na grupie otwartej, to już inna kwestia. Trochę śmieszy to, że wszyscy są wrzucani do jednego worka i nazywani Pończakami 2 czy coś skoro Pończak nie jest przecież żadnym Bogiem.

      Jakby ktoś miał propozycje jakiegoś ciekawego tematu, do którego mógłbym podejść trochę od innej strony niż inni to zachęcam do podsyłania. E-mail znajdziecie w zakładce „O mnie”. Nie oznacza to, że nie mam pomysłów na dalsze teksty, oj nie nie nie.

      Posted by Maciej Maroszek | 3 kwietnia 2014, 23:59
  5. Dokładnie… Panowie, Gimon! Trochę reali… Trochę praktyki…
    Pończak sorry ale od dłuższego czasu zasypuje Twój gang tak sobie nazwałem bandę gimbusów na fejsie którzy pod każdym postem pierd*lą coś o wiadrach i 1000 konióf… Mówiąc o tym że Pro drifterzy muszą wrócić do 200 koni bo inaczej to nie drift… Nie jestem za wyścigiem zbrojeń ale uważam że jedyną opcją by to powstrzymać jest wprowadzenie jakiegoś sensownego zapisu w regulaminie odnośnie opon… Nie mówię tu o zapisie w stylu PFD bo on za dużo nie zmienił… Ale czymś na miare DO już bliżej… Może czas przestać hejtować i zacząć działać trochę, zróbcie sobie te swoje zawody, macie Driftbloga macie dużo znajomych, macie auta i problem z głowy… Będziecie mieli swoją wymarzoną serie w której będzie można z funem polatać wprowadzicie swoje zasady nie będziecie musieli słuchać fałeeeek i tak dalej… Czy to naprawdę takie trudne ? Kijem rzeki nie nawrócisz a te pierdolenie odbija się na nas wszystkich zwłaszcza jak coraz większa baza gimbusów jara się swoimi astrami w cabrio i próbuje driftować dołączajać z posta na post do gangu Pończaków 😉 Peaceeee 😀

    PS. Chętnie bym polatał takim m50 w parach bez spiny 🙂
    Co nie znaczy że nie mam przyjemności z driftowania autem 350 + nawet jeśli jest okazja powalczyć o złote gacie co mnie specjalnie nie kręci…

    PS. Gimon nie chce tracić wiary w Ciebie ale kto normalny da 20k młodzieży z autami w każdym elemencie w różnym kolorze jak może za taką kwotę wystawić się już na DO gdzie rozgłos i jakiś tam prestiż już jest ? Zejdźmy trochę na ziemię ! 🙂

    Posted by ADHD BY WLKP | 3 kwietnia 2014, 23:01
    • Jeśli mówimy o gimbusiarzach jako uczniach gimnazjum to ok, racja, oni nie do końca kminią jeszcze o co chodzi i trochę za wysoko skaczą mimo, że czasem mają rację ale przedstawiają to w sposób, nazwę to słaby. Jednak nazywanie kogokolwiek gimbusem, mimo, że już dawno temu zakończył ten etap edukacji do niczego nie prowadzi imo. To tak na marginesie. Poza tym, kto mówi, że drifterzy mają wrócić do 200koni? Stwierdziłem tylko, że chciałbym zobaczyć jedne zawody albo chociaż pokaz w przerwie czy coś w tym stylu. Myślę, że moc do 500 koni mechanicznych byłaby nieprzekraczalną granicą w moich wyobrażeniach idealnych zawodów, których nie jestem zwolennikiem, tak swoją drogą. Co do obecnych lig i etapu, na którym jest drifting, który imo się nie rozwija, po prostu ładowane jest w niego coraz więcej pieniędzy, jak zresztą przyznał sam Chapman, ograniczeniem mógłby być zakaz stosowania podtlenku azotu, chociaż wtedy dostałoby się też trochę słabszym zawodnikom.

      Poza tym nie sądzę, żeby potencjalny sponsor, który zakładamy, nie wie co to drifting, będzie się zastanawiał czy może wyłożyć pieniądze. Jeśli żadna inna liga się do niego nie zgłosi a zarazem nie zaproponuje mu za dajmy na to 10k sponsora tytularnego to dlaczego on sam miałby iść i mówić oto moje pieniądze chce być Waszym sponsorem. Chyba tak dobrze jeszcze nie ma? Zdaję sobie sprawę jak ciężko pozyskać jakiegokolwiek sponsora, jednak jestem przekonany, że lokalni przedsiębiorcy, wyłożyliby trochę pieniędzy na to by jeszcze lepiej zareklamować się w regionie. Z drugiej strony można zrobić coś na kształt normalnego treningu, gdzie nie trzeba czekać pół dnia w kolejce żeby oddać parę przejazdów, zamiast sponsorów dać wpisowe jako przedpłatę i można się bawić. Ze spokojem na ten rok jest już kilka rzeczy planowanych, także jak wszystko wypali to pooglądacie i poczytacie trochę na ten temat.

      Co do organizacji tych zawodów dla ENTRY LEVEL, że pozwolę sobie to tak nazwać i ogólnie dla aut z mniejszymi mocami to jeszcze przed wakacjami powinniście usłyszeć o czymś takim na Jastrzębiu 😉

      DriftBlog zostawmy w spokoju, to osobna kwestia, dlatego postanowiłem o takich kwestiach pisać tutaj a nie tam. To, że pojawiają się tam takie tematy na grupie otwartej, to już inna kwestia. Trochę śmieszy to, że wszyscy są wrzucani do jednego worka i nazywani Pończakami 2 czy coś skoro Pończak nie jest przecież żadnym Bogiem.

      Jakby ktoś miał propozycje jakiegoś ciekawego tematu, do którego mógłbym podejść trochę od innej strony niż inni to zachęcam do podsyłania. E-mail znajdziecie w zakładce „O mnie”. Nie oznacza to, że nie mam pomysłów na dalsze teksty, oj nie nie nie.

      Posted by Maciej Maroszek | 3 kwietnia 2014, 23:59
  6. Chętnie wrócę z Tobą do tej rozmowy po tym jak już coś zorganizujesz i liźniesz tego bardziej od strony praktycznej. Mam za sobą organizacje takich treningów połączonych z mini zawodami takimi bez napinki nawet chyba bez żadnych nagród… Wiem o czym mówię, żeby ktoś dał jakieś sensowne pieniądze to musi mieć jakiś zwrot z tego! Co za tym idzie musi to wszystko wyglądać a nie że przyjedzie banda chłopaczków w missle carach które de facto nie są missle przynajmniej w moim rozumieniu. Pisałem o zawodach, nie luźnym treningu ponieważ na ten temat widzę najwięcej skarg że nie mają gdzie jeździć studenci nie ma zawodów dla amatorów, dla ludzi z mniejszą mocą i budżetem bo nawet w sss (które już może nie zmartwychwstać) dolna granica to ok 300hp. Wszystko było by fajnie gdyby to wszystkie „sprzeczki” rozmowy i wojny o wiadra odbywały się na jakimś poziomie. Różni ludzie to czytają i później w różny sposób nas odbierają. Zobacz na dowolny wpis na DB, czy też grupie otwartej lub gdziekolwiek na fanpagach związanych z driftem. Często ręce opadają… ale z kogoś Ci wojownicy LFS’a muszą brać przykład… Aż takimi inteligentami nie są patrząc na ich poziom wypowiedzi.

    PS. Chyba zaraz będziecie musieli nawracać japońców bo coraz więcej z nich zaczyn startować w FD 🙂
    Do zobaczenia wieczorem na streamie… Peace !

    Posted by ADHD BY WLKP | 4 kwietnia 2014, 09:31
  7. Chętnie wrócę z Tobą do tej rozmowy po tym jak już coś zorganizujesz i liźniesz tego bardziej od strony praktycznej. Mam za sobą organizacje takich treningów połączonych z mini zawodami takimi bez napinki nawet chyba bez żadnych nagród… Wiem o czym mówię, żeby ktoś dał jakieś sensowne pieniądze to musi mieć jakiś zwrot z tego! Co za tym idzie musi to wszystko wyglądać a nie że przyjedzie banda chłopaczków w missle carach które de facto nie są missle przynajmniej w moim rozumieniu. Pisałem o zawodach, nie luźnym treningu ponieważ na ten temat widzę najwięcej skarg że nie mają gdzie jeździć studenci nie ma zawodów dla amatorów, dla ludzi z mniejszą mocą i budżetem bo nawet w sss (które już może nie zmartwychwstać) dolna granica to ok 300hp. Wszystko było by fajnie gdyby to wszystkie „sprzeczki” rozmowy i wojny o wiadra odbywały się na jakimś poziomie. Różni ludzie to czytają i później w różny sposób nas odbierają. Zobacz na dowolny wpis na DB, czy też grupie otwartej lub gdziekolwiek na fanpagach związanych z driftem. Często ręce opadają… ale z kogoś Ci wojownicy LFS’a muszą brać przykład… Aż takimi inteligentami nie są patrząc na ich poziom wypowiedzi.

    PS. Chyba zaraz będziecie musieli nawracać japońców bo coraz więcej z nich zaczyn startować w FD 🙂
    Do zobaczenia wieczorem na streamie… Peace !

    Posted by ADHD BY WLKP | 4 kwietnia 2014, 09:31
  8. Zgodze sie w90% nie dogonie juz tych potentatów z czołówki wiec potrzebna jest tak zwana druga liga żebyśmy my mogli sie dalej bawic a reszra niech goni za mocami rzędu 2000km

    Posted by sados | 4 kwietnia 2014, 10:11
  9. Zgodze sie w90% nie dogonie juz tych potentatów z czołówki wiec potrzebna jest tak zwana druga liga żebyśmy my mogli sie dalej bawic a reszra niech goni za mocami rzędu 2000km

    Posted by sados | 4 kwietnia 2014, 10:11
  10. Uważam że każdy powinien przejść ścieżkę opisaną na końcu artykułu, to się nazywa nauka i powinna się odbywać w tradycyjny sposób. Zgadzam się również że 450 KM to wartość w 100% wystarczająca do driftu. Jednak w kwestii pogoni za mocą już się nie zgadzam. Jeśli ktoś ma kasę i chęć niech sobie robi i 2000KM i jeździ na Federalach 20” 320×30 … Drifting dla mnie to styl życia a nie sport motorowy. Na zawody należy jeździć ale napinka na wynik … IMO nie o to tutaj chodzi, jestem zawodnikiem i powiem jedno, zawodnicy tutaj nie walczą o ułamki sekund i to nie osiągnięty wynik decyduje o wygranej, często wygrywają nazwiska i teamy a nie umiejętności i to się nigdy nie zmieni ponieważ zawody Driftingowe porównać można do jazdy figurowej na lodzie. Czyli o wygranej decydują sędziowie i to zawsze będzie subiektywne. Skoro Dan Chapman mówi o zabawie i przyjemności z agresywnej jazdy w drifcie to ja stanę z nim w jednym rzędzie i będę głosił to samo, ale jeśli on się żali że nie jest w stanie wygrywać zawodów mimo iż jest lepszym kierowcą w słabszym aucie … to takie żale proszę opowiadać starszym ludziom w poczekalni u lekarza … Chcesz wygrywać goń za innymi, tak było w każdym motorsporcie, dlatego F1, rajdy WRC, dragstery i inne są niedostępne dla zwykłych zjadaczy chleba i dobrze… W drifcie można konkurować ze znacznie mocniejszymi autami i czasem nawet uda się wygrać. Jeśli natomiast hołdujesz przekonaniu keep driftig fun … to masz w dupie pogoń za mocą i całą resztą jeździsz, jeździsz, jeździsz i … to wystarczy 😀 Ja też jeżdżę i nie pcham się do I ligi – bo i po co … nie stać mnie, natomiast w II lidze zabawa jest i równie fajna, niedługo pewnie pojawi się też III liga, bo w II też już są 600 KM auta. W drifcie piękne jest to że każdy może rywalizować z każdym i na wolnym technicznym torze oraz bez zabronionych w II lidze slicków i semi sicków 700 i więcej koni do niczego się nie przydaję oprócz tworzenia Smoleńskiej mgły … Zalecam skończyć napinkę na ludzi z mocą 😛

    Posted by Michał Cygan | 4 kwietnia 2014, 13:48
  11. Uważam że każdy powinien przejść ścieżkę opisaną na końcu artykułu, to się nazywa nauka i powinna się odbywać w tradycyjny sposób. Zgadzam się również że 450 KM to wartość w 100% wystarczająca do driftu. Jednak w kwestii pogoni za mocą już się nie zgadzam. Jeśli ktoś ma kasę i chęć niech sobie robi i 2000KM i jeździ na Federalach 20” 320×30 … Drifting dla mnie to styl życia a nie sport motorowy. Na zawody należy jeździć ale napinka na wynik … IMO nie o to tutaj chodzi, jestem zawodnikiem i powiem jedno, zawodnicy tutaj nie walczą o ułamki sekund i to nie osiągnięty wynik decyduje o wygranej, często wygrywają nazwiska i teamy a nie umiejętności i to się nigdy nie zmieni ponieważ zawody Driftingowe porównać można do jazdy figurowej na lodzie. Czyli o wygranej decydują sędziowie i to zawsze będzie subiektywne. Skoro Dan Chapman mówi o zabawie i przyjemności z agresywnej jazdy w drifcie to ja stanę z nim w jednym rzędzie i będę głosił to samo, ale jeśli on się żali że nie jest w stanie wygrywać zawodów mimo iż jest lepszym kierowcą w słabszym aucie … to takie żale proszę opowiadać starszym ludziom w poczekalni u lekarza … Chcesz wygrywać goń za innymi, tak było w każdym motorsporcie, dlatego F1, rajdy WRC, dragstery i inne są niedostępne dla zwykłych zjadaczy chleba i dobrze… W drifcie można konkurować ze znacznie mocniejszymi autami i czasem nawet uda się wygrać. Jeśli natomiast hołdujesz przekonaniu keep driftig fun … to masz w dupie pogoń za mocą i całą resztą jeździsz, jeździsz, jeździsz i … to wystarczy 😀 Ja też jeżdżę i nie pcham się do I ligi – bo i po co … nie stać mnie, natomiast w II lidze zabawa jest i równie fajna, niedługo pewnie pojawi się też III liga, bo w II też już są 600 KM auta. W drifcie piękne jest to że każdy może rywalizować z każdym i na wolnym technicznym torze oraz bez zabronionych w II lidze slicków i semi sicków 700 i więcej koni do niczego się nie przydaję oprócz tworzenia Smoleńskiej mgły … Zalecam skończyć napinkę na ludzi z mocą 😛

    Posted by Michał Cygan | 4 kwietnia 2014, 13:48

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: