//
you're reading...
10 rzeczy, Drift Familia Events, dryft misajl

I x Trening Drift Familia \ SLIDE UNION // x 2015 – prawdę Ci powie.

driftfamiliaevents

Od kiedy pamiętam w naszym domu znajdował się różnorodny sprzęt elektroniczny, poczynając od sprzętu Hi-Fi, przez komputery pokroju Amigi lub Atari po kilka „nadprogramowych” telewizorów kineskopowych. Wobec tego, gdy nieco podrosłem i potrafiłem już obsłużyć te wszystkie dobrodziejstwa, które mojemu tacie stały się zbędne, naturalnym było, że problem ze znalezieniem sobie zajęcia w chłodne jesienne popołudnia zniknął na dobre. Tak narodziło się moje zamiłowanie do elektroniki. Godziny spędzone wspólnie z ojcem wpatrując się w wędrujące Lemmingi były dla mnie wówczas równie interesujące, co dzisiejsza gra w GTA V na Playstation 4 czy Xboxie One. Swoją drogą był to całkiem fajny okres w moim życiu. Chcąc gdzieś wyjść z kolegami trzeba było znać ich adres i zwyczajnie w świecie pójść po nich i skorzystać z dzwonka do drzwi, w przeciwnym razie zostawałeś sam.

Dlaczego o tym wspominam? Po co przytaczam przykłady z przeszłości mimo, że to niezbyt odległe czasy? Robię to ponieważ miło jest powspominać, porównać realia życia, ocenić obecne możliwości w stosunku do tych z dawnych lat i poniekąd nakłonić Was do odkurzenia sprzętu, który od lat zbiera kurz w piwnicach lub poddaszach Waszych domów. Podobna sprawa tyczy się aut. Popularne ostatnio BMW E36 zostało opracowane w czasach, gdy dyski twarde w komputerach osobistych najwyższej klasy posiadały pojemność 500MB. Te jednak w przeciwieństwie do starej elektroniki, cały czas cieszą się popularnością.

Mówiąc metaforycznie, same eventy jak i treningi w stylu tych organizowanych przez Drift Familię, a które organizowane są na całym świecie, biorą to co było najlepsze z przeszłości i dodają od siebie to co mają najlepsze. Wiecie, fajnie jest pisać i śmieszkować ze sobą wzajemnie na facebooku i forum, jednakże nic nie zastąpi możliwości zrobienia tego face to face. Dlatego musicie wsiąść w samochód i udać się na Wyrazów by choć na chwilę oderwać się od codzienności i być może znów poczuć się jak dziecko.

sIMG_7156 copy

Auta ze stajni BMW pomagają w odtworzeniu najlepszego – moim zdaniem – okresu naszego rodzimego driftingu,  jego początku. Czasów, w których nikt nie poszerzał auta, a seryjne silniki BMW wystarczały by świetnie się bawić i szlifować umiejętności, jednocześnie dostarczając obserwatorom wielu pozytywnych emocji.

Czasy się zmieniły, podobnie jak mentalność i zainteresowania ludzi. Dziś nie dostaje się kary na wyjście z domu, dziś karą jest wyjście z domu. Coś co coraz częściej jest odbierane przez dzieciaki jak kara równa wsadzeniu kija w mrowisko po wcześniejszej kąpieli w miodzie, kiedyś było czymś naturalnym. Na usta cismą się przykłady budowy kolejnych Orlików świecących pustkami, bo dzieciaki wolą dziś świat wirtualny… jednak to nie temat na dziś.

Przez lata zmieniły się także trendy, więc i kierunek, w którym podążała motoryzacja, a za nią także jej młoda dziedzina, którą bez wątpienia jest drifting. Dziś zakup E36 325i nie jest czymś finansowo nie do przejścia, można je kupić już za kilka tysięcy, bez konieczności zaciągania pożyczek na 10 lat. Tym samym przez eventy organizowane przez Drift Familię możemy odtworzyć ten specyficzny dla ówczesnego okresu klimat, niczym Deluxe Ski Jump z czasów Windowsa 95 zainstalowany na 8’mej wersji tego systemu. Spróbujcie, wciąż bawi tak samo, pod warunkiem, że po spojrzeniu na swój wiek macie conajmniej 2-jkę z przodu.

hIMG_7156 copy copy

Powiem więcej, możemy to zrobić lepiej! Wiedza na temat budowy E36 sięga o wiele dalej niż wcześniej. Sam styl również uległ zmianom, przez co obecnie możemy oglądać wizualnie dobrze wyglądające drift cary. W dodatku cześto wzbudzają  przy tym podziw, a momentami nawet zachwyt.

Zanim jednak przejdę do tematu powyższego wpisu chciałbym, żeby od samego początku było jasne, że już od momentu podania pierwszego terminu treningu Drift Familii, bardzo chciałem na niego jechać, ale… prawie o nim zapomniałem. Przepraszam. Dajcie mi pokutę. Biję się w klatę. Miałem już nawet wstępne plany na ten weekend, w sumie było ich nawet kilka, ale najwyraźniej żaden z nich nie miał dla mnie większego znaczenia, skoro ostatecznie po ogarnięciu tematu zdecydowałem się na podróż w to jedyne, słuszne, piękne, niepowtarzalne, na pozór niewinne a zarazem najlepsze pole do szlifowania nieoszlifowanych, odcinania nieodciętych (chyba, że masz M52) – Wyrazów.

IMG_3594 copy

Roadtrip, w który po raz kolejny brałem udział, rozpoczął się tradycyjnie sobotniego poranka. „Tradycyjnie” heh, licząc że to nasz drugi wyjazd, w którym odgrywam rolę pasażera BMW 528i, – o którym później – to faktycznie ten termin pasuje tu jak tylny wózek z sedana E36 do E30. Budzik ustawiony na 6:10 tym razem wystarczył. Karol ze swym ziomkiem Rafałem punktualnie podjechali pod mój dom, skąd mogliśmy ruszyć w 195 kilometrową podróż do Wyrazowa. Zaledwie 15 minut drogi od miejsca, z którego wyruszyliśmy zastaliśmy taki (patrz wyżej) widok… Nie wiem co się stało, wróżyć nie będę, mam nadzieję, że nikt nie ucierpiał.

Nasz obowiązkowy punkt każdej wycieczki – McDonald’s, postanowiliśmy przywitać nieco wcześniej niż ostatnio, jednocześnie nadkładając kilka kilometrów drogi. Jak można się jednak domyślić, skończyło się to w wiadomy dla nas sposób. Zbyt leniwy do zmieniania trasy w nawigacji i słuchania instrukcji głosowej pasażerów Karol, stwierdził że McDonald’s nie zając, nie ucieknie i zatrzymamy się w naszym stałym punkcie postojowym.

IMG_3594 c3opy

Na miejsce dotarliśmy oczywiście spóźnieni… jedynym co mogło nas przywitać o 10:30 był oczywiście szlaban przed zjazdem na teren toru i postoju dla mediów. Shit Happens. Zbyt leniwi by zejść na dół po klucz/kogoś odpowiedzialnego za otwarcie bramy, zaczęliśmy kombinować. Minęło 5… 10… 15… długich minut. Za nami utworzyła się już spora kolejka. W końcu eureka! Karol zaproponował by zadzwonić do kogoś z obsługi – geniusz! Nie pytajcie dlaczego po takim czasie na to wpadliśmy… Okej, niech będzie, byliśmy zbyt zajęci w typowaniu i kłóceniu się, kto ma zejść. W dodatku zadzwonił do mnie nasz TeamSpeakowy ziomek Mattie, który wraz ze swoją dziewczyną i kuzynem również zjawili się na miejscu i  no… zeszło trochę. W końcu, po kolejnych 5-ciu minutach dodzwoniliśmy się do ziomeczka na torze i już po chwili przywitał nas Diseq otwierający szlaban. Swoją drogą należą mu się oddzielne podziękowania za śmiganie do szlabanu i z powrotem, bowiem tego dnia musiał biegać w te i wewte co najmniej kilkanaście razy. Wjechaliśmy. Zaczęło się, a właściwie to już trwało. My zaczęliśmy. Nie zaczekali na nas. Smutno mi.

Tradycyjnie po przywitaniu się ze wszystkimi, których znaliśmy oraz tymi, których nie znaliśmy, ale też przyszli się przywitać, postanowiliśmy wejść na tor. Jako, że przez lata potrafiłem wychodzić z różnych opresji, z powodu naszego spóźnienia, przygotowałem nawet wymówkę, w której pojawiały się lwy, ale stwierdziłem, że nie mamy się z czego usprawiedliwiać, bo to przecież nie zawody. Szkoda, wymówka była naprawdę dobra.

Szybko wypytaliśmy o to co nas ominęło, m.in. słowa Gobli, który raz jeszcze, dla jasności, podkreślił, że cała Drift Familia odłącza się od Taniego Driftu i że chciałby, aby ludzie wiązali to wydarzenie wyłącznie z Drift Familią i ich nowym tworem – Slide Union, a nie jak to miało miejsce dotąd z Tanim Driftem. Musicie teraz w głowach rozróżnić sobie co jest czym. Białe skarpetki do rzeczy białych, granatowe do kolorowych. Widzisz jakie to proste!

1

Większą trudnością jest moje lenistwo i brak większego zainteresowania tematem photo gearu, który posiadam. Nie zmiennie od lat bazuję na możliwie tanich obiektywach, którymi czasem uda się zrobić jakieś w miarę dobre zdjęcie. Zresztą, nie mnie oceniać.

Z drugiej strony mamy Karola vel Dembka, który po raz kolejny uzbroił się w lustrzankę analogową z 3 przeterminowanymi filmami (słownie: trzema) oraz – tu nowość – slider. Tak drodzy państwo! Po ostatnim ciepłym przyjęciu video od ///REVS, Karol idąc za ciosem zainwestował w swój video gear niczym tancerka go-go inwestująca fundusze w nową fikuśną bieliznę po udanym występie. Film najprawdopodobniej ukaże się z lekkim opóźnieniem, z racji drobnych problemów technicznych. Nie ma się jednak o co martwić.

yIMG_7156 copy

Również organizatorzy – Drift Familia, a dokładniej Bo$$ i Gobla przyłożyli się przygotowując pierwszy trening pod nową nazwą. Pod względem organizacyjnym nie można im chyba nic zarzucić. Ja przynajmniej nic takiego nie znalazłem. Wszystko prima sort, molto bene, a nawet bon appétit, guten Abend i Au revoir.

Standardowo w Fuj-Fuju czyściutko, trasa ładnie wysprzątana, dziury zasypane, briefieng na którym nas nie było ponoć też całkiem elo, przestojów brak, więc co można zarzucić? Zbyt długie sprowadzanie aut z toru/ładowanie na lawety? Eee… to byłoby zwykłe czepialstwo, ale faktycznie momentami trwało to nieco dłużej. Brak muzyki? Była tylko cichsza niż ostatnio. Naprawdę nie mam się do czego przyczepić, może macie jakieś pomysły? Wiem! Wyznaczmy jakieś miejsce na grille i wszyscy ustawmy je w kółku czy coś, zamiast siedzieć z dala od innych tylko w gronie znajomych. Taka integracja byłaby czymś fajnym.

6

Z rozmowy z Bo$$sem wynika, że pierwszy trening w tym roku i tak wypadł o wiele lepiej niż analogiczne wydarzenie w roku ubiegłym. Nie wiem, nie było mnie, ale wierzę mu, w sumie dlaczego miałbym nie wierzyć? Tym bardziej, że po cichu liczę na tendencję wzrostową. Może być to trudne głównie z uwagi na fakt, że ciężko będzie coś poprawić. Nie mam nawet pojęcia co mogłoby zmienić obecny stan rzeczy, może wspomniany sektor do grillowania? I don’t know. Z drugiej strony, jak to zwykł mawiać Andrzej Klawitter – polski pisarz, aforysta, satyryk oraz autor słuchowisk radiowych:

Z muzyką jak z jedzeniem. Raz się ma apetyt na schabowego, raz na jajko, a raz trzeba zjeść to, co dają.

Tutaj problem z powyższego cytatu – odnosząc go oczywiście do driftingu – moim zdaniem nie występuje. Spowodowane jest to faktem, iż niemal wszyscy obecni na treningu mają wspólną, spójną i moim zdaniem słuszną wizję tego jak powinien wyglądać i rozwijać się drifting, poniekąd ignorując to co dzieje się w okół „zawodowego driftingu.”

nIMG_7156 copy copy

Zaraz ktoś mi zarzuci, że przeinaczam fakty, zachwalam trening i w ogóle jak można mówić dobrze o czymś co ma „trening” w nazwie typie? A no można, dlaczego? Dowiecie się po przeczytaniu wpisu. Oczywiście to, że nie mogę się przyczepić do niczego konkretnego nie wpływa jeszcze na ostateczną ocenę tego wydarzenia. Na taką ocenę składa się wiele czynników, często takich, których nie da się w prosty sposób wytłumaczyć, bo albo czujesz klimat albo nie. Albo czujesz, że z tego pieca będzie chleb albo nie. Albo czujesz, że dziewczyna dobrze… w tym momencie może przerwę ten wywód.

Jak było w tym wypadku? A no wydaje mi się, że jednak czegoś tutaj zabrakło, czegoś na co wpływu nie mieli sami organizatorzy oraz kierowcy obecni na treningu. Magia tego miejsca była jakby nieco mniejsza… być może podświadomie robię to samo co wielu obecnych tam ludzi i oceniam ten trening przez pryzmat standardów jakie były obecne podczas TDI? Co prawda w odróżnieniu od pewnej grupy osób miałem świadomość, że nie ujrzę mega bliskich par i trainów niczym te z zeszłorocznego TDI, ale to oczywiste, w końcu to trening. Pamiętajmy o tym.

4

W trakcie dnia złapał nas deszcz, przez moment bałem się nawet o sprzęt, ale szybko przypomniałem sobie starą azjatycką prawdę. Jeśli zamoknie Ci telefon, wsadź go do miski z ryżem. W nocy ryż przyciągnie Azjatów, którzy naprawią Twój telefon.* Sprawdzałem. Działa, ale tylko pod warunkiem, że nie topiliście go w szampanie. Wtedy nie działa. Za chuj. Sprawdzałem. Nie polecam. Maciej Maroszek.

Poza mniej przyjemnymi atrakcjami takimi jak deszcz, na które Gobla z Bo$$em rzecz jasna nie mieli wpływu, mogliśmy skorzystać z innych atrakcji i nie mówię tu o drift taxi. Organizatorzy załatwili coś nie do załatwienia, niby że przypadkiem, że tak miało być i że to niby nie od nich zależne, ale i tak wszyscy wiemy kto robił przelew za te Pendolino. Bez wykręcania, mnie nie oszukacie, jestem szczwanym liskiem, możecie się przyznać. Był trening, był deszcz, był opuszczony szlaban i puste Pendolino, to oznacza tylko jedno – illuminati confirmed ▲

Skoro wiemy już jaki zakon tak naprawdę stoi za organizacją tego treningu, skupmy się na jego przebiegu i najbardziej zapadających w pamięć – z mojego punktu widzenia – faktów, z tego jakże ciekawego wydarzenia. Może nawet analizując przebieg, znajdę wskazówkę jakiegoś ukrytego skarbu? W końcu tyle legend o tym krąży. Co miejscowość to legenda o skarbie zakonu, nie zdziwiłoby mnie gdyby okazało się, że jest on ukryty pod Wyrazowem, a wtedy szach mat historycy!

Chwila, czy ja przypadkiem nie popierdoliłem zakonu Templariuszy z zakonem Illuminatów? Ain’t care.

8

▲1. Haj$ dusza towarzystwa, potrafi załatwić wszystko i nic, choć to drugie wychodzi mu zdecydowanie lepiej.

Z całym szacunkiem dla wszystkich kierowców, ale absolutnym numer jeden tego treningu był dla mnie Michał aka Haj$. Człowiek z RMPL Riders, a zarazem mój ziomek, który załatwiał wszystko wszystkim, nawet jeśli ich nie znał, ostatecznie nie załatwiając niczego. Rozumiecie prawda? Spokojnie, ja też tego nie rozumiem, ale cóż… Tak było, co poradzić?

Po kolejnym zjedzonym „saszłyku”, m.in. z papryką i ogórkiem, Hajs zakomunikował Nam, że ich nie lubi. Uznając ten fakt jako niezmiernie istotny dla prawidłowego przedstawienia całego wydarzenia jakim był pierwszy trening Drift Familii w tym sezonie, przekazuje go Wam, – zapamiętajcie i zróbcie z niego dobry użytek – precz z „saszłykami” z pomidorem i ogórkiem!

18

▲2. Bo$$ zaczyna więcej jeździć. Wraz ze skillem rośnie prędkość, czy jakoś tak.

E36 w którym podczas TDI zasiadał Norbe Daunoravičius należy do Bo$$’a, w sumie po co o tym mówię skoro wszyscy to wiedzą? Widzieliśmy już jak auto sprawuje się w rękach Norbe, teraz mogliśmy sprawdzić jak Bo$$, – który ostatnimi czasy jeździ coraz więcej – radzi sobie za kierownicą swojego auta. Jazdę mogę ocenić zaledwie z dwóch perspektyw, widza oraz widza w ruchu. Co to znaczy widz w ruchu? Jest to widz, który siedzi na tylnej kanapie E39 zapierdalającego za drift carami po Wyrazowie w roli chase cara.

Zaznaczam, że nie jestem żadnym ekspertem w tej dziedzinie, jednak nawet niewprawny obserwator zauważy, że wraz z upływającym dniem, przejazdy Bo$$’a stawały się coraz bardziej powtarzalne w dobrym tego słowa znaczeniu. Błędy nadal można zauważyć, ale tyczy się to wszystkich obecnych tego dnia na torze. Wszyscy bez wyjątku muszą się wjeździć i… zwyczajnie rozkręcić. Sezon się dopiero rozpoczyna, a mimo tego, twiny z Goblą jak i innymi drifterami oglądało się bardzo przyjemnie, głównie z uwagi na prędkość, która poprzez nieco mniejsze kąty od np. wspomnianego Gobli, była wyższa. Doświadczyliśmy tego nieco później na własnej skórze jako „widzowie w ruchu”. Przypominało to trochę strusia pędziwiatra i kojota… hah! To by się zgadzało, w końcu oszukiwaliśmy – niczym kojot – skracając drogę do zapierdalającego niczym struś pędziwiatr – Bo$$’a.

xIMG_7156 copy copy

▲3. Agnieszka Percz – OMG! Jej skill rośnie bardzo szybko!

Aga Percz, kolejna polska drifterka, która już od jakiegoś czasu uczy się jazdy w kontrolowanym poślizgu pod nadzorem Janka Ally Strażyńskiego, stawiała na Wyrazowie pierwsze tandemowe kroki. Ok może nie jest to pierwsza drifterka w Polce, ale umówmy się, bez wątpienia jest ona jedną z pierwszych, o ile nie pierwszą reprezentantką płci pięknej w naszym kraju, która (moim zdaniem) odpowiednio czuje lub też interpretuje cały lifestyle związany z byciem w driftingu. Ponadto szanuje i popiera odpowiedni kierunek w jakim powinien podążać drifting, w przeciwieństwie do wielu osób w tym kraju. Lubię to.

Dobra, dobra, ale co z jazdą? Tu już bywało różnie, ale w końcu to był chyba jej pierwszy wypad na Wyrazów? Nie można więc wymagać skilla podobnego do Raya, Gobli czy innych stałych bywalców. Jednakże! Kilka ładnych twinów z Agnieszką za kierownicą Compacta w roli goniącej udało mi się zaobserwować i szczerze przyznam, jestem pod wrażeniem. Czapki z głów. Pomijam Ally’ego bo on radził sobie za kierownicą BMW podobnie jak za kierownicą własnego Nissana czy ex S13 Anonima, którym też podczas tego eventu zrobił kilka kółek – czyli bardzo dobrze.

Żałuję tylko, że przez cały dzień nie znalazłem czasu żeby przyjść i się przywitać, w sumie z wieloma osobami się nie przywitałem za co z góry przepraszam, ostatnimi czasy jestem trochę nieobecny. Sad story.

pIMG_7156 copy

▲4. Musk i Kacper – Gdzie dwóch przyjeżdża, tam przynajmniej jeden próg odpada.

Musk oraz Kacper w swych E36 pojawili się na treningu dość niespodziewanie. Na miejsce dotarli chwilę po RMPL Riders, którzy mijali ich w drodze na Wyrazów. Widząc jak borykają się z małym kaprysem M-Pakietowego progu w srebrnej, nie omieszkali się zatrzymać i zaoferować pomoc. Cóż za dobrzy ludzie. Pojawienie się tych aut było zaskoczeniem nie tylko dla widzów obecnych na Wyrazowie, ale także dla samych organizatorów. Zarówno Musk jak i Kacper nie byli bowiem zapisani na trening, ale przecież nic nie stało na przeszkodzie by przyjechali, porozmawiali i pooglądali co dzieje się na nazywanym przez wielu polskim Ebisu Speedway.

Skoro jednak Panowie się już pojawili, dziwne byłoby, gdyby nie zrobili kilku kółek. Tak też się stało, poniekąd po zasugerowaniu/akceptacji ze strony organizatorów. Po chwili mogliśmy być świadkami twinów dwóch, bardzo charakterystycznych i tak lubianych E36 w Polsce. Brak zapasowych kół oraz cała ta dość spontaniczna akcja finalnie zakończyła się pewnymi problemami i przestojami, ale chłopaki zapowiedzieli już, że  na jednym z następnych eventów pojawią się w większym składzie, co dla wielu z Was powinno być kolejnym argumentem „ZA” uczestnictwem w tym wydarzeniu.

oIMG_7156 copy copy

▲5. Staroo wariat, niszczy tuleje w wahaczu. Projekt86 z gaśnicami.

Nie ma oczywiście treningu bez przygód i tak naszym oczom ukazywało się wiele agro, ucieczek w pole czy awarii spowodowanych wieloma czynnikami. Cóż tak to już jest na treningach, jak to mawiał klasyk: jakie życie taki rap, jakie mięso taki schab. Zrobiłem się głodny.

Jedną z takich awarii doświadczył kierowca E36 touring. Wariat Staroo, który musiał wyjątkowo nie polubić się z tulejami wahacza w swoim E36 touring skoro postanowił je zepsuć. Jebut i po mocowaniu. Brutal. 5 minut później pierwszy lewarek był już na miejscu, po chwili dotarł drugi i można było powoli „odholowywać” zranionego touringa do „parku maszyn”. Dobra, tak naprawdę to nie on je zepsuł… same się popsuły. Tak samo jak same psują się różne rzeczy jak np. telefon, który upadł Ci na ziemię, ale ogarniasz, że coś z nim nie tak dopiero po 2 dniach. Nie mówię poważnie.

mIMG_7156 copyProjekt86 miał nieco mniej szczęścia. Co się stało? Dlaczego zwinęli się tak szybko? Szczerze mówiąc dokładnie nie wiem. Wszyscy wiemy, że w Smerfie coś poszło nie tak, ekipa 86 od początku swego przyjazdu pracowała przy Hachi-roku, sprawdzając – jak przypuszczam – różne ustawienia silnika. Po kilku zjazdach pod teamowy namiot, zmianie ustawień, pracy przy wtryskach etc. auto ponownie wyjechało na tor. Wszystko szło dobrze do momentu, gdy pod maską pojawił się ogień. Wtedy przestało być fajnie i miło, a zaczęło się robić poważnie… szybki sprint wszystkich zaaferowanych tym zdarzeniem, akcja gaśnicza i doglądanie czy aby na pewno nic się nie tli ostatecznie zakończyło trening oraz wizytę na Wyrazowie dla Projekt86.

Szkoda. Jednak jeśli coś miało pójść nie tak, sądzę, że lepiej iż stało się to teraz, niż gdyby podobna sytuacja wydarzyłaby się podczas zawodów, w których AE86 radzi sobie całkiem dobrze. Cóż nie wiem co stało się dokładnie, ale miejmy nadzieję, że Panowie już to ogarnęli i że wrócą na jeden z kolejnych treningów niczym Fenix wracający z popiołów. Ale to było słabe. Przepraszam.

zCIMG_7156 copy

▲6. Gobla, Rayu, KLX – czapki z głów za twiny, agresję i luzik zarazem. Gogle 10/10

Piękne twiny, które podziwiać mogliśmy przez cały dzień w wykonaniu Gobli i Raya zapadną mi w pamięć podobnie jak kasjerka z częstochowskiego McDonald’s. Cóż za kobieta ehh… ale ten no, wracając do tematu, chciałbym porozmawiać o biuście Ray… tfu! biuście Pani z Mc… wróć! O twinach Gobli i Raya! Dobrze… tak więc twiny, o których zacząłem mówić były najbliższe temu co oglądaliśmy na TDI. Byłem, tzn. jestem pełen podziwu dla obu przedstawicieli Drift Familii. Naprawdę Panowie jeździliście jak wariaty w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Tak trzymać!

KLX również świetnie ogarniał! Jego compact rozbił bank jeśli chodzi o stylówę w 3/4 BMW, tutaj jednak nie będę się rozwodził. Żałuję, że nie „wepchnąłem” się do któregoś z Was na prawy, ale nawet jeśli chciałbym to zrobić na którymś z kolejnych eventów, obawiam się, że mógłbym nie zdążyć. Słyszałem, że kolejka zakręca właśnie przed czeską granicą, a jak się za chwilę okaże jestem zbyt leniwy by się w niej ustawić.

sIMG_7156 copy copy

▲7. Trzy kubły w Touringu to jest to! Jarek driftował pierwszy raz!

Nie wiedzieć czemu zawsze podobały mi się kombiaki sunące bokiem. Od Lexusa SportCross po E46 touring. Wszystkie mają coś w sobie. Nigdy jednak nie spotkałem się (przynajmniej na żywo) z rozwiązaniem jakie zobaczyłem na Wyrazowie. E30 Touring Jarka z RMPL Riders, wyposażone w silnik M30B35 już na pierwszy rzut oka spowodowało, że moje serce zaczęło bić szybciej, podobnie jak ma to miejsce u studenta politechniki, który zobaczy dziewczynę. Obniżone E30 zawsze robi robotę, ale jeśli dodatkowo, ma fajne koło, bagażnik dachowy, a do tego trzy fotele kubełkowe z czego jeden centralnie (!), a w dodatku driftuje to mamy do czynienia z nie lada fenomenem.

Również tutaj żałuję, że nie wskoczyłem na prawy… wróć! Znaczy na ten no…. Właściwie jak to nazwać? Środkowy? W każdym razie zgłaszam chęć przejażdżki na tym miejscu podczas któregoś z przyszłych treningów, jeśli byłaby taka możliwość oczywiście. Był to pierwszy wypad Jarka na Wyrazów w roli driftera. W ogóle był to debiut Jarka w jeździe w kontrolowanym poślizgu, a to zasługuje na ocenę i pochwałę. Z tym jednak warto się powstrzymać do kolejnego treningu. Chciałbym zaznaczyć, iż miło było oglądać to auto na torze, szczególnie podczas sytuacji, gdy Haj$ wychylony za okno klepał w maskę kompota należącego do Agi Percz.

500

▲8. Piątka Karola jako najszybszy chase car… W historii…  Polskiego driftingu… Na Wyrazowie! 

Przez lata widziałem na własne oczy wiele chase car’ów, od Mini Coopera S, przez Subaru Impreza STi (swoją drogą nie był taki dobry bo zatrzymał się na oponach ułożonych pomiędzy torem a poboczem), po Mercedesa SLS AMG… Nigdy jednak nikt nie wpadł na pomysł, by zrobić to w sedanie wyższej klasy… ale co tam, Wyrazów jest miejscem, w którym wszystko jest możliwe!

Na koniec treningu, gdy na torze zostało zaledwie parę aut, za zgodą Bo$$’a oraz Gobli oczom pozostałych ukazał się nowy, najlepszy chase car w polskim driftingu – BMW 528i z charakterystyczną naklejką ///REVS na bocznej szybce. Czy to mogło się udać? Inaczej… Czy to mogło się udać z trzema osobami na pokładzie, mnóstwem torb oraz statywów w bagażniku? Teoretycznie pewnie nie, w praktyce okazało się jednak, że załadowane E39 z M52B28 poradziło sobie świetnie z postawionym przed nim zadaniem, podobnie jak student zaczynający pisanie magisterki na tydzień przed terminem. Nie jest łatwo, ale jak się chce to się da.

Krótko po wyłączeniu kontroli trakcji i wyczekaniu, aż Bo$$ lub Gobla wyjadą z parku maszyn, ruszyliśmy. Nowe zimówki w E39 oczekiwały na kontakt z pierwszymi nierównościami toru. BANG! Jesteśmy za Goblą, próba utrzymania się za nim okazała się… sukcesem o.O Fakt, łatwo nie było, jednak 5’tka wykorzystywała cały zapas przyczepności i z lekkimi trudnościami utrzymywaliśmy się najpierw za Goblą, później za paroma innymi autami, by finalnie przelecieć dwa winkle bokiem i ścigać Bo$$’a, który jadąc nieco mniejszymi kątami od Gobli był od niego znacznie szybszy. Ostatecznie nie udało Nam się go złapać na tyle, by utrzymać się za nim przez dłuższą chwilę. W każdym bądź razie bardzo dziękujemy za taką możliwość. Wbrew pozorom Karol zdołał nagrać całkiem sporo materiału. Będzie to jedna z tych przejażdżek, które zapamiętamy do końca życia.

sIMG_7156d copy copy

▲9. Nie żartuję, na potwierdzenie człowiek z iskrą i to nie byle jaką! Iskra-1 zgłaszam się!

W drodze powrotnej nie mogło obyć się bez niespodzianek. Pomijam już sytuację z toalety, w której po wejściu jakiegoś randoma do jednej z kabin, myjąc ręcę usłyszałem słowa dobiegające ze wspomnianej kabiny „ooo cześć, ty tu od dawna?” …

Zaledwie 25 kilometrów od miejsca, z którego rozpoczęła się moja podróż na jednej z wiosek przywitał nas pieseł i dodatkowo jeszcze ten taki w czapce… człowiek, który jest zatrudniony w Policji. Policjant! Albo moment… może tam była tylko jedna postać? Nie pamiętam. Mogło tak być. Wracając do tematu. Przedstawiciel władzy tak ucieszył się na nasz widok, że wyszedł na środek drogi by pomachać czymś przypominającym policyjnego lizaka i zatrzymać nas by powiedzieć dobry wieczór i podobnie jak ksiądz na kolędzie poprosić nas o pieniądze w zamian za kawałek papierka. O ile w pierwszym wypadku jest to na ogół bardzo ładny obrazek przedstawiający jakiegoś świętego, o tyle w drugim wypadku, jest to świstek posiadający o wiele mniej walorów estetycznych, a do tego ten napis… Mandat Karny, przecież to nawet ładne nie jest. W przeciwieństwie do Pana księdza, Pan Policjant miał jednak swój powód, w sumie był on całkiem dobry – prędkość z jaką jechaliśmy. Rzekomo była nieznacznie przekroczona. Chociaż, no właśnie, pytanie czy była? Nie mnie oceniać.

Pan Policjant z nieoznakowanego Passata na poznańskich blachach, dokonywał pomiaru znaną wszystkim Iskrą-1 pod linią wysokiego napięcia, gdzie po przeciwnej stronie znajdował się metalowy płot jednego z przedsiębiorstw meblowych. Iskra jak to Iskra potrafiła wskazać prędkość jaką uznała za słuszną do wystawienia mandatu, -nie koniecznie zgodną ze stanem faktycznym- oraz czas od wykonania pomiaru, bez możliwości identyfikacji pojazdu. Nie będę wnikał jak sprawa się zakończyła, jak przebiegała dyskusja oraz jak to człowiek zaufania publicznego, trzymając Iskrę w ręku, wmawia obywatelom, że to co widzą to nie to co widzą czyli Iskrę-1, bo w rzeczywistości jest to laserowy miernik prędkości. Po prostu to przemilczę.

3

▲10. Przyznaję się, jestem kurwa leniwym chujem, a do tego mam pecha.

Od samego początku nic mi się nie chciało, zresztą nie od dziś nic mi się nie chce. Nie czułem potrzeby biegania po torze i fotografowania jeżdżących aut, nie chciało mi się także zmieniać obiektywów. Poniekąd było to spowodowane faktem, iż jedyny długi obiektyw jaki posiadam pożyczyłem Karolowi, który jak już wspomniałem kręcił film. Bardzo dobry film, tzn. mam taką nadzieję, w końcu był kręcony przy użyciu mojego jakże taniego i tandetnego obiektywu. Naturalne więc, że musi wypierdalać z laczków czyż nie? Oby tak było, w przeciwnym razie ktoś tu będzie miał połamane łokcie w kolanach. Chociaż nie, nie chce mi się nic nikomu łamać, jestem zbyt leniwy i pewnie nie dałbym rady. Cytując klasyka:

Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce.

W temacie pecha również nie jest zbyt wesoło. Podczas gdy 528i Karola robiło za chase car, stwierdziłem, że świetnym pomysłem byłoby nagrywanie wszystkiego z tylnego fotela i tak dumny, przez około cztery i pół minuty trzymałem w powietrzu telefon, starając uchwycić jak najwięcej tylko mogę. Świetne przekładki Gobli i fajne dojeżdżanko do poprzedzających go aut w połączeniu z naprawdę dużą dawką humoru spowodowało, że byłby to jeden z najlepszych filmików bez cięć, jakie kiedykolwiek nagrałem, tylko że… no jakby to zgrabnie powiedzieć? Nie włączyłem nagrywania. Tak. Wiem. Głupi chuj ze mnie. Nie wiem jak to się stało. To też przemilczę.

zBIMG_7156 copy

Wobec powyższego, pewnie zastanawiacie się czy warto odwiedzić jeden z kolejnych treningów organizowanych przez Drift Familię? Pewnie obejrzeliście już masę zdjęć oraz filmów relacjonujących to wydarzenie. Okej, ale czego się dowiedziedzieliście? Kto jeździ? Jak wyglądają auta? Może jak brzmią? Jeśli wykażesz większe zainteresowanie, możliwe nawet, że przeczytasz jakiś wpis na ten temat lub zwyczajnie zajrzysz na forum Slide Union. Jednej rzeczy jednak z internetu się nie dowiesz…

zDIMG_7156 copy

Na pozór może Ci się wydawać, iż jest to zwykły trening. Ludzie zapisują się, przyjeżdżają i nakurwiają, jednakże czasami rzeczy, które wydają się zwyczajne, mogą stać się nadzwyczajne, jeśli tylko robisz je wspólnie z właściwymi ludźmi. Tym właśnie był, jest i będzie dla mnie każdy trening Drift Familii organizowany przez Bo$$’a i Goblę. Grupą ziomków, którzy mimo, iż często nie znając się nawzajem, wspólnie jeżdżą/oglądają/dyskutują/żartują o tym, co dzieje się właśnie na torze i nie tylko. Jak mawiał Muhammad Ali:

Przyjaźń to najtrudniejsza rzecz do wyjaśnienia. To nie jest coś, czego możesz nauczyć się w szkole, ale jeśli nie nauczyłeś się w życiu przyjaźni, to nie nauczyłeś się niczego. 

Nie jestem żadnym ekspertem, ale moim zdaniem, żaden inny event nie przyciąga za sobą tak specyficznej grupy fanów driftingu. Osób, które mimo sporadycznych internetowych spinek, potrafią się wspólnie świetnie bawić, a do tego reprezentują w przeważającej części to samo podejście do tematu. Próżno szukać tego na zawodach driftingowych jakiejkolwiek serii w Polsce, a być może i w Europie. Możecie mi wierzyć.

Nie piszę tego wszystkiego, bo ktoś chciał żebym tak napisał. Przekazuje Wam w pełni obiektywny – z mojego punktu widzenia – obraz tego co się tam wydarzyło. Kto mnie zna ten wie, że zawsze mówię jak jest, a nie jak chciałbym żeby było. Nie zachęcał bym Was do przyjazdu na trening, na którym nie dzieje się nic ciekawego. Fakt, był to trening i musicie o tym pamiętać. Mimo, że zabrakło nieco magii, dużo ludzi spinowało i stosunkowo mało było bliskich par, sądzę, że raczej nikt się nie nudził. Daję gwarancję, że kolejny trening również się Wam spodoba, a przynajmniej, że nie wrócicie do domu rozczarowani. Gwarancja obowiązuje na podobnych zasadach co te w warsztacie Cytryna i Gumiaka. Gwarantowane zadowolenie do stu-dni! Ale… Zaraz, jest w ogóle jakaś studnia na Wyrazowie?

gIMG_7156 copy

Kończąc ten wpis słucham Mark Astley – Super Rider, który przypomniał mi, że nie napisałem nic o zróżnicowaniu aut podczas eventu. Oczywiście nie było tam wyłącznie BMW, mogliśmy podziwiać genialne S14a PaBBlosa z Drift Familii, ex S13 Anonima, AE86 Projektów, Poloneza i pewnie coś jeszcze o czym zapomniałem i za co przepraszam.

Podsumowując chciałbym dodać, iż jeszcze będąc na Wyrazowie próbowałem ocenić imprezę. W sumie jakiś random guy podszedł do Nas i zapytał jak oceniamy imprezę, a nie czekaj… to był Biały? Albo Diseq? A może to był Hajs? Albo jeszcze ktoś inny? W każdym razie trening oceniłem wówczas na 8/10 SK, Kruczek na ten przykład wahał się pomiędzy 7 a 8, ostatecznie przyznając temu wydarzeniu notę 7,5 Spalonych Kaporów. Da się w ogóle spalić kapora do połowy? …jestem idiotą, pewnie że się da. Niech zatem tak będzie. Specjalnie nie daję wyższych not, ponieważ nie chcę zamykać sobie drogi do oceny kolejnych treningów, na których oczywiście zamierzam się pojawić.

iIMG_7156 copy

Oceniam trening przez pryzmat faktu, że wielu z tych ludzi wciąż się uczy. Gdybym miał to wszystko oceniać przez pryzmat TDI wtedy ocena była by na poziomie 6-6,5/10. Jednakże, takie porównywanie dwóch rzeczy jest kompletnie bez sensu, trening jest treningiem, event z zaproszeniami to event z zaproszeniami, nie mylmy tych dwóch rzeczy. To tak jakby porównywać trening pomieszanego I-szego i II-giego albo i III-ciego składu dobrej drużyny piłkarskiej z ich występem podczas finału Ligii Mistrzów. #nieporównuj #toniemasensu W każdym razie, dziękuję organizatorom za event, myślę, że może być tylko lepiej.

Natura dałam nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język, po to abyśmy więcej patrzyli i słuchal, niż mówili. ~Sokrates

O palcach i klawiaturze nic nie było hue hue. Badum tss! Brawo! Dotarłeś do końca wpisu, wygrałeś uścisk dłoni autora i przy odrobinie szczęścia także wlepkę. Do zobka w bocznej szybce koleżko. Widzimy się już 18 kwietnia – na kolejnym treningu!

Od autora: Powinienem chyba napisać książkę. W temacie zdjęć: tym razem szału nie ma. Poprawię się podczas następnego treningu. Postaram się być też mniejszym leniwym chujem niż jestem. Peace. Aha! Polajkujcie fanpage jeśli jeszcze tego nie zrobiliście i udostępnijcie wpis jeśli się Wam podobało-bało. Żegnając się jak znany YouTuber IsAmUxPompa, mówię Na razie! Cześć! Compact!

99

Udostępnij i zostaw komentarz to nic nie kosztuje!

*w tekście nie obrażono żadnego Azjaty. Przynajmniej umyślnie.

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Komentarze

9 kmentarzy do “I x Trening Drift Familia \ SLIDE UNION // x 2015 – prawdę Ci powie.

  1. Ty świnio! Nie napisałeś nic o pezocie który nie mógł za nikim nadążyć XD to był 2gi najszybszy chase cam :v

    Posted by Kuba | 2 kwietnia 2015, 21:53
    • Przepraszam. Chciałem ale zapomniałem xD
      btw. napisać 5 tysięcy słów i jeszcze nie opisać wszystkiego, tylko ja tak potrafię.

      Posted by Maciej Maroszek | 2 kwietnia 2015, 22:35
      • Haha, spooko. Następnym razem postaram się szybciej jeździć żeby bardziej zapaść w pamięć. Ale niestety nie mam żadnego podejścia do prawie 200konnego RWD z napewno całym zawieszeniem. Ale i tak meeega props za to co tutaj napisałeś!

        Posted by Kuba | 2 kwietnia 2015, 22:56
  2. Ty świnio! Nie napisałeś nic o pezocie który nie mógł za nikim nadążyć XD to był 2gi najszybszy chase cam :v

    Posted by Kuba | 2 kwietnia 2015, 21:53
    • Przepraszam. Chciałem ale zapomniałem xD
      btw. napisać 5 tysięcy słów i jeszcze nie opisać wszystkiego, tylko ja tak potrafię.

      Posted by Maciej Maroszek | 2 kwietnia 2015, 22:35
      • Haha, spooko. Następnym razem postaram się szybciej jeździć żeby bardziej zapaść w pamięć. Ale niestety nie mam żadnego podejścia do prawie 200konnego RWD z napewno całym zawieszeniem. Ale i tak meeega props za to co tutaj napisałeś!

        Posted by Kuba | 2 kwietnia 2015, 22:56
  3. Ty świnio! Nie napisałeś nic o pezocie który nie mógł za nikim nadążyć XD to był 2gi najszybszy chase cam :v

    Posted by Kuba | 2 kwietnia 2015, 21:53
    • Przepraszam. Chciałem ale zapomniałem xD
      btw. napisać 5 tysięcy słów i jeszcze nie opisać wszystkiego, tylko ja tak potrafię.

      Posted by Maciej Maroszek | 2 kwietnia 2015, 22:35
      • Haha, spooko. Następnym razem postaram się szybciej jeździć żeby bardziej zapaść w pamięć. Ale niestety nie mam żadnego podejścia do prawie 200konnego RWD z napewno całym zawieszeniem. Ale i tak meeega props za to co tutaj napisałeś!

        Posted by Kuba | 2 kwietnia 2015, 22:56

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: