//
you're reading...
do przemyślenia, Polskie Tory Wyścigowe

Niech tego toru nie będzie! | Niby z jakiej racji?

8

Sylwester, godzina 05:15 dzwonek do drzwi, sąsiadka mieszkająca kilka domów dalej w starych adidasach, dwóch kurtkach i dresie przybiegła zakomunikować, że rura wodociągowa na naszej ulicy „strzeliła” przez co woda wybija na ulicę. Hmm, ok pomyślałem… popsuło się, przepuszcza, to za chwilę ktoś przyjedzie i naprawi. Kilkanaście minut później, gdy rolety się podniosły, moim oczom ukazał się ładny potok. Okej ładny nie był, ale no… był. Nie sądziłem, że sprawa jest na tyle poważna. Sąsiadom zalewało piwnice podczas gdy u mnie nic takiego się nie działo. W sumie może na to wpływać fakt, iż nie posiadam piwnicy w domu. Suma summarum, parę godzin później sytuacja została opanowana.

Od sylwestra minęło 5 dni, słownie pięć… i wiecie co? Rura znów strzeliła, z tym wyjątkiem, że tym razem u sąsiada po lewej stronie. Problem znów mnie nie dotyczył więc olałem sprawę. Napuściłem tylko pełną wannę wody, na wypadek odcięcia jej dopływu na czas naprawy i zająłem się codziennymi sprawami. Kilka godzin później wyłączono prąd… tak przynajmniej myślałem. Okazało się jednak, że operator koparki, wykazał się niebywałym kunsztem obsługi tej dziwacznej maszyny z łyżką, którą Joker z Batmana mógłby jeść płatki owsiane na śniadanie, że przerwał przewód znajdujący się w ziemi. Ostatecznie zostałem bez prądu do późnego wieczora oraz bez internetu przez kolejne kilka dni.

Powyższa sytuacja, która na pozór nie ma nic wspólnego z szeroko pojętym motorsportem i znikającymi z mapy naszego państwa torami wyścigowymi, w gruncie rzeczy jest swoistą metaforą. Nasze społeczeństwo, podobnie zresztą jak wiele innych, ma problem z reagowaniem na ważne społecznie sprawy, gdy te ich nie dotyczą. Podobny brak reakcji z mojej strony, -gdy woda z uszkodzonej rury nie zalewała mojego rodzinnego domu- uwidacznia się u reszty społeczeństwa, które nie reaguje, gdy zamykane są tory wyścigowe lub gdy zapadają inne niedotyczące ich decyzje.
9
Ostatnimi czasy głośno jest o sprawie zamkniętego z końcem roku Toru Lublin, w którym po jednej stronie konfliktu stoją mieszkańcy okolicznych zabudowań i bloków stanowczo domagający się zamknięcia toru, z drugiej zaś fani sportów motorowych jak i sami kierowcy, którzy z owego obiektu korzystali. Również osoby interesujące się motoryzacją, pochodzące np. z drugiego końca Polski, nie pozostały obojętne na sprzeciwy ze strony pewnej grupy mieszkańców Wrotkowa (dzielnica), którzy nota bene sami z nieprzymuszonej woli się tam wprowadzili. Zanim zaproszę Was do obejrzenia pierwszego, premierowego odcinka programu Polskie Tory Wyścigowe, będącym świetną inicjatywą społeczną, muszę omówić kilka drażniących mnie spraw.

Zacznę od tego, iż tory wyścigowe są tak samo potrzebne dla kierowców jak korty tenisowe dla ludzi grających w tenisa ziemnego lub skocznie narciarskie dla skoczków. Wiem o tym ja, Ty również, prawdopodobnie także Twoi znajomi, ale jak się okazuje całkiem spora grupa społeczna nie ma o tym bladego pojęcia. Osoby te mają swój ulubiony argument dotyczący hałasu, który stosowany jest tak często jak tylko to możliwe. Owy argument jest przy tym równie niedorzeczny, jak postawienie domu z bali obok skoczni narciarskiej i narzekanie, że ta zasłania piękny widok. Ludzie serio? Włączcie myślenie, to że jeden z drugim dostał działkę za pół darmo nie oznacza, że możecie następnie biegać i wojować.

3

Innym przykładem są ludzie budujący się na terenach zalewowych, którzy następnie demonstrują swoje oburzenie, gdy podczas ulew, woda dostaje się do ich przybytku. Powstrzymam się od kolejnego komentarza. Najczęściej obwinianymi osobami są przy tym oczywiście sami mieszkańcy, ale także urzędnicy, którzy wydali pozwolenie na budowę. We wszystkim jest trochę prawdy, a już na pewno w tej części o mieszkańcach. Okej, nie wszystkim tor przeszkadza, co udowodniło dzisiaj radio Merkury podczas swej audycji na temat Toru Poznań. Winę, przynajmniej w przypadku toru w Lublinie ponosi plan miejscowego zagospodarowania przestrzennego, który obowiązuje przez określony czas.

W tym momencie mogę się mylić, ale gdy ów plan przestaje obowiązywać, przestaje istnieć tzw. wolna strefa obok toru, dlatego nic nie stoi na przeszkodzie by otrzymać z urzędu kwit o warunkach jej zabudowy tym bardziej jeśli działka jest na sprzedaż. Taki papierek otrzymać może każdy zainteresowany nabyciem gruntu. Otrzymując owe warunki na piśmie, można rozpocząć budowę altanki, domku jednorodzinnego, a nawet całego osiedla jak ma to miejsce w Lublinie. W tym momencie należy pamiętać, że Lublin jest dość specyficznym przypadkiem, bowiem to PZMot w Lublinie postanowił owy teren sprzedać – tak przynajmniej sprawę przedstawiają tamtejsze władze.

Rodzi się pytanie, dlaczego zatem nie przygotowano nowego planu zagospodarowania przestrzennego skoro wiadomo, iż na tym terenie istnieje tor? Odpowiedź jest prostsza niż może się komukolwiek wydawać, chodzi oczywiście o pieniądze. Koszt przygotowania tego typu planu to od paru do nawet kilkunastu milionów złotych, które gmina musiałaby wyłożyć ze swojego budżetu. O ile w dużych miejscowościach uszczerbek dla budżetu zaczyna być odczuwalny, o tyle w mniejszych gminach kwota nawet 2 milionów złotych może być barierą nie do przejścia. Również czas jest problemem ponieważ, aby tego typu plan mógł zostać zatwierdzony, gmina musi zdobyć potrzebne zaświadczenia z szeregu instytucji, w tym także od organu odpowiedzialnego za przestrzeń powietrzną nad owym terenem. Zastanawia mnie jednak, czy brak nowego planu zagospodarowania przestrzennego to uchybienie urzędników, brak środków, brak czasu, niechęć, czy jeszcze coś innego?

W programie uderzają mnie słowa pani zajmującej dumnie brzmiące stanowisko Rzecznika Prezydenta Miasta Lublin, która w bardzo ładnych słowach przekazuje nam informacje o tym, iż nowy tor powstanie, (hura!) jak tylko znajdzie się ktoś kto ma pieniądze i będzie chciał taki tor wybudować. Serio? Kasujemy Wam tor ale spoko, jak będziecie sobie chcieli wybudować nowy tor i wyłożycie na ten cel XX% kosztów inwestycji to my się bardzo ucieszymy i z chęcią podpiszemy się pod tym. Kurka no nie, po prostu kurka nie.

cropped-img_1958 copy

Przepraszam, że z premedytacją przejechałem Pani irytującego kota wartego 1400PLN, ale nie mam nic przeciwko aby dała mi Pani 1200PLN żebym mógł go odkupić.

Poszukując sprawiedliwości i czegoś na kształt minimalnego zadośćuczynienia, wpadłem na pewien pomysł. Zakłada on wyrównanie kosztu zakupu działki do jej przewidywanej -koniecznie zawyżonej- wartości z założeniem, że stoi ona na chodliwym i wartościowym gruncie. W skrócie: był tor – tania działka; nie ma toru – płać tyle ile działka powinna kosztować, gdyby tego toru obok nie było. Dałbym na to termin 30 dni roboczych, pod groźbą eksmisji. Oczywiście jest to kompletnie nierealne ale w jakimś idealnym świecie mogłoby zadziałać.

Najgorszym rozwiązaniem jest jednak samosąd. O ile nie mam nic przeciwko samosądowi więźniów obozu koncentracyjnego Mauthausen-Gusen w Austrii, którzy po wyzwoleniu w 1945 wrzucili ciała wszystkich SS-manów do dołu i podpalili, o tyle pomysł demolowania osiedli, palenia opon na torze, jak również hałaśliwe przejazdy między zabudowaniami nie prowadzą do niczego dobrego. Tego typu zachowanie pogorszy tylko społeczne postrzeganie fanów sportów motorowych. Jeśli Was złapią możecie mieć poważne kłopoty, a oglądanie nieba w kratkę nie pozwoli Wam na ściganie się nawet na konsoli… no chyba, że mieszkacie w Norwegii.

Wiem, rozumiem, nie żyjemy w czasach starożytnego Rzymu, zatem nie możemy walczyć ze sobą niczym gladiatorzy w coloseum ku uciesze pięknych niewiast. Nie dano nam również wielu innych możliwości do wykazania się. Jasne, możemy grać w piłkę nożną, jednak dla pewnej grupy osób, myśl o 22 spoconych mężczyznach biegających za piłką by wkopać ją do bramki, jest równie pasjonująca i heroiczna jak połów pstrągów potokowych w bezchmurny dzień.

4

Podobnie jest z innymi dziedzinami sportu, każdy jest w czymś dobry, każdy ma inne zainteresowania i predyspozycje, bądź co bądź wszystkich łączy jedna rzecz, chęć rywalizacji. Kto z Was widząc auto siedzące Wam na zderzaku nigdy nie pomyślał choć przez chwilę, by spróbować się pościgać? Część z Was pewnie to zrobiła. Chęć wcielenia się w hollywoodzkich gwiazdorów, przemierzających szosy i autostrady z zawrotną prędkością by udowodnić sobie oraz innym kto jest najszybszy na tej trasie, bywa niejednokrotnie silniejsza od zdrowego rozsądku. Adrenalina buzuje w żyłach, chęć wygranej staje się chwilowo najważniejszą rzeczą w życiu; napięte mięśnie, redukcja, wysokie obroty, rosnąca prędkość i… Opel Corsa, zajeżdżający Wam drogę powodując niebywałe zagrożenie. Skutek? W sumie są dwa, pierwszy wjeżdżacie w Opla, drzewo, rów czy cokolwiek innego, lub częściej udaje się Wam wyhamować, jednak skrajne emocje przeradzają się w coś znanego jako road rage.

Sprawy nie ułatwia również fakt, iż nowy Passat w TDI sąsiada potrafi przyspieszyć do setki w 8 sekund i rozpędzi się do 230km/h przez co zademonstrowanie swoich umiejętności za kierownicą staje się o wiele trudniejsze niż kiedyś, a pamiętajmy, iż stan dróg w tym czasie wcale się nie polepszył. Zamiast więc udowadniać sąsiadowi, kto jest lepszy na drodze, lepiej udowodnić sobie samemu ile się potrafi na torze wyścigowym. Wierzcie mi, każdy uważa się za świetnego kierowce, jednak życie prędzej czy później to zweryfikuje, oby ewentualną cenę za to przyszło zapłacić tylko Wam, a nie przepisowo jadącemu kierowcy. Lepiej więc udać się na tor i podszkolić się w tym zakresie. Brzmi jak banał? Zgadzam się i pewnie sami o tym dobrze wiecie. Pytanie gdzie to zrobić?

Ano właśnie, tego typu miejsc jest coraz mniej, dlatego nie bądźmy obojętni i starajmy się z rozsądkiem walczyć o zachowanie obecnych torów wyścigowych i budowę nowych. Na pocieszenie dodam, iż od lat w sejmie trwają pracę nad ustawą zakazującą jakichkolwiek roszczeń od osób budujących się w miejscach zalewowych, w pobliżu obiektów generujących nadmierny hałas etc. kiedy wejdzie to w życie? Tego to nawet najstarsi górale nie wiedzą.

Tymczasem obejrzyj pierwszy odcinek programu Polskie Tory Wyścigowe, w którym Adam Grudniewicz wraz z ekipą Repo24 przybliżają sprawę zamkniętego Toru Lublin.

 

Nie bój się udostępnić, w ten sposób wspomożesz akcję.

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Komentarze

2 kmentarzy do “Niech tego toru nie będzie! | Niby z jakiej racji?

  1. But wanna input on few general things, The website pattern is perfect, the subject material is real excellent : D.

    Posted by keep homeowners warmer | 16 października 2015, 09:49
  2. Dead indited content, Really enjoyed studying.

    Posted by Garden Tools | 29 października 2015, 17:19

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: