//
you're reading...
Na marginesie

Piątek, felietonu początek

IMG_1607

Jeśli chcesz rozpocząć swoją przygodę jako bloger czy też dziennikarz motoryzacyjny lub jakikolwiek inny przedstawiciel tegoż zawodu, jesteś narażony na bycie poprawnym politycznie i pisanie pod dyktando innych. Twoje poglądy i opinie nie mają prawa bytu, z powodu narzucanych Ci odgórnie tematów – jeśli masz szefa – bądź sam, świadomie okłamując siebie, dyktujesz sobie kierunek, w którym powinien zmierzać twój kolejny tekst. Jak pisał swego czasu Jeremy Clarkson, zostajesz zaproszony na wydarzenie, następnie wracasz do domu i piszesz historyjkę, często bardzo odmienną od Twoich spostrzeżeń i zdania na temat tego co widziałeś, ponieważ chcesz napisać coś, co będzie odpowiadało potrzebom działu public-relations, który Cię sponsoruje.

Przyznaję, publiczna aprobata w stosunku do tego co robiłem sprawiała, że czułem się całkiem dobrze. Wszyscy mnie chwalili, pisali czy nie opisałbym ich auta albo nie wpadł i nie porobił kilku zdjęć do artykułu. Dostawałem zaproszenia na konferencje prasowe, a także na imprezy organizowane między innymi przez ludzi odpowiedzialnych za King of Europe. Przyznaję podobało mi się to, do pewnego momentu. W końcu zrozumiałem, że driftblog nie jest blogiem ponieważ nikt z nas – osób piszącym na nich – nie wyraża własnej opinii nie podyktowanej żadnymi przymusowymi wytycznymi. Blog stał się czymś na kształt czasopisma, które jest poprawnie politycznie. Przekłada się to na znudzenie czytelnika, który wchodząc na stronę chce się odstresować czytając o czymś o czym lubi, jednak po wejściu w dany artykuł zastaje tekst pisany językiem jaki znaleźć możemy choćby w Rzeczypospolitej.

Bycie blogerem czy też felietonistą nakłada na taką osobę potrzebę bycia sobą i wyrażenia własnych, często skrajnie odmiennych od opinii publicznej poglądów. Sprawia to, że żyjemy zgodnie z naszym wewnętrznym ja, co w moim przypadku przekłada się na o wiele większą satysfakcję niż jak wtedy gdy pisałem bezosobowo na driftblogu. Niestety, ludzie nie potrafią tego zrozumieć, co mnie osobiście nie przeszkadza i podoba mi się, że moja opinia wywołuje skrajne emocje w każdym z obozów. 

O ile ▲driftinsider pozostanie wyłącznie miejscem moich przemyśleń i wyrażenia własnych poglądów na temat driftingu, o tyle driftblog pozostanie tym czym był niegdyś. Forma wpisów zmieni się niejako, jednakże, zarówno zwolennicy mocnych czy brzydkich drift carów znajdą tam coś dla siebie podobnie jak osoby hołdujące starej, japońskiej szkole budowy drift carów.

Wiąże się to z tym, iż czytając moje teksty możecie odnieść wrażenie, że są pełne sprzeczności, jest to podyktowane faktem, że się starzeje jak każdy z nas. Jeśli nie wiecie o czym mówię podam Wam przykład, niegdyś nie lubiłem jeść pomidorów, były mdłe w smaku w dodatku poprzez zawarty w nich miąższ nie szło ich zjeść w taki sposób żeby się nie ubrudzić. Z czasem jednak polubiłem pomidory, nauczyłem się je jeść i tak po dziś dzień nie wyobrażam sobie kanapki zwięczonej kawałkiem pomidora. Podobnie jest z autami. Niegdyś Porsche 911 nie wzbudzało we mnie żadnych emocji, obecnie sam chciałbym posiadać jedno w swoim garażu, co oczywiście raczej nie nastąpi w najbliższym czasie, o ile w ogóle kiedyś tak się stanie.

Przyznaję ostatnimi czasy zaniedbałem trochę ▲driftinsider’a jednakże, już w najbliższy piątek powrócę do systemu „piątek, felietonu początek”.

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komantarza.

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: