//
you're reading...
nie na temat

RACEISM Event 2018 – stance przystankiem w drodze do motorsportu?

Zawsze byłem fanem dobrze spasowanych samochodów. Nie mówię tu wyłącznie o driftcarach, jesteśmy bądź co bądź na driftinsider, ale stance również nigdy nie był mi obcy. Fakt, że mieszkam 40 km od Żerkowa, w którym co roku odbywa się słynny na całą Europę VAG Event jest tutaj zupełnie bez znaczenia. Nie wiem po co o tym wspominam, bo byłem tam w najlepszym przypadku z dwa lub trzy razy i niekoniecznie chciałbym wybrać się tam ponownie*. Jednakże, w opozycji do VAG EVENT bardzo chciałem znaleźć się po raz kolejny pod Wrocławskim stadionem. Dlaczego akurat tam? Odpowiedź jest prosta jak rant BBS RC. Z powodu RACEISM.

Wrocław. Miasto ciekawych prezydentów, krasnali i jak podają niezależne źródła, studentów – głownie tych, którzy nie dostali się na uczelnie w Krakowie, Warszawie lub Poznaniu. Oprócz osób, które przez większość czasu chleją tanie piwo i wódkę, a od czasu do czasu – dla niepoznaki – chwytają za jakieś notatki, można tam zobaczyć także panoramę racławicką i… to by było na tyle. A! Byłbym zapomniał. Mają jeszcze fajne ZOO z afrykarium i stadion Wrocław, który tylko raz w roku przydaje się do czegoś pożytecznego. Gości on setki aut przybywających na RACEISM EVENT!

Najnowsza odsłona eventu RACEISM po raz kolejny okazała się być większa, głośniejsza i jeszcze bardziej profesjonalna! To dobra wiadomość z punktu widzenia prawdziwych fanów stance’u, a zła – przynajmniej teoretycznie – z punktu widzenia ochrony obiektu, na który przybyły tysiące odwiedzających! W praktyce okazało się jednak, że to jeszcze gorsza wiadomość dla wszystkich zainteresowanych rzeczami z oficjalnego sklepu RACEISM, ale o tym nieco później.

Zacznijmy jednak od początku. Jako, że Volvo leczyło pękniętą chłodnicę u mechanika, musieliśmy namówić Karola, by pojechał z nami do Wrocławia. Papa REVS podjechał po nas… również w Volvo, jednak V70 w dieslu. Jak wiecie lubię Volvo. Głównie dlatego, że dobrze brzmi z R5 jest wygodne i w dodatku rzadko się psuje, a jak wiecie jestem leniwy. Mieszkam jakieś ~100km od stadionu, dlatego też podróż mogłaby nam zająć godzinę lub półtorej. Mogłaby… Gdyby nie spalony bezpiecznik od gniazda zapalniczki, który uniemożliwił ładowanie telefonu odpowiedzialnego za nawigacje i bibliotekę audio. Swoją drogą sam doświadczyłem tej usterki w moim V50. Ale do rzeczy. Po rzuceniu kilku kurew i innych przekleństw bezpiecznik został wymieniony i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Wrocław to już formalność. Pozostało tylko zrobienie Pani z parkingu w chuja, by zaoszczędzić 10 zł i po prostu wejść na event. Ogólnie prawie się udało ale… No właśnie ogólnie. Dla osób, które nie sprawdziły wcześniej mapki (czyt. nas) już same wejście na teren wydarzenia było problematyczne. Przeniesiono bowiem kasy i bramę wejściową na drugą stronę obiektu. Tzn. nie fizycznie. Bramy zostały gdzie były (XD), tylko otwarto te po przeciwnej stronie stadionu. Trudno, trzeba było zapierdalać.

Muszę przyznać, że po raz pierwszy w historii moich wyjazdów na RACEISM nie miałem problemu z odbiorem przyznanej nam akredytacji. Hura! Co innego z problemem innych Sebixów i Karyn stojących w długich kolejkach po odbiór biletu i giftów. Okej! Dobra! Wiem! Kolejki na RACEISM były, są i będą, obojętnie czy kupicie bilet online czy stacjonarnie. Trzeba się z tym po prostu pogodzić. Tak samo jak trzeba się pogodzić z faktem, że naszym krajem rządzi banda gamoni. Dlatego też długość kolejki jak stąd do Glasgow nie powinna nikogo dziwić. A skąd ta kolejka zapytacie? Wszystko za sprawą giftów dla osób kupujących bilet przez internet. Każda z osób z biletem internetowym otrzymała pamiątkową opaskę. Fajna rzecz. My tymczasem weszliśmy sąsiednią bramką.

Momentalnie po wejściu – a będąc całkiem szczerym o wiele wcześniej – naszym oczom ukazała się wielka siatka promującą event, która zawisła na boku stadionu. Przyznam szczerze, że zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. W dodatku była widoczna z trasy szybkiego ruchu, dlatego dla niezorientowanych w temacie ułatwiło to zidentyfikowanie wydarzenia. Teraz zamiast zadawać sobie pytanie „co tam u licha się dzieje?” zastanawiali się „RA… RACE… RACEISM dobrze czytam? o co tam chodzi?”. Oczywiście żartuję. Zdecydowanie jest to duży krok w przód.

Pod wielkim nazwijmy to baldahimem czekała przygotowana scena, do budowy której użyto specjalnie przygotowanych kontenerów, które zostały pomalowane w odpowiednie motywy kolorystyczne eventu. Robiło to piorunujące wrażenie!

Sama liczba aut, których miało być około 800. podobno przekroczyła magiczną barierę 1000 stance-carów (#niepotwierdzoneinfo) co jest wspaniałym dowodem na rozwój sceny STANCE jak i stale rosnącej popularności tego eventu. Mieliśmy tak więc event światowej skali, na polskiej ziemi, który potrafił zaskoczyć swą statyką w postaci niskich stance-carów i dynamiką stylowych aut sunących bokiem na płycie parkingu w tradycyjnym już dla tego wydarzenia miejscu. Layout nie uległ zmianom, ale uznałbym to za zaletę. Chciałbym się jednak skupić na kilku aspektach eventu.

Wreszcie adekwatna strefa gastronomiczna!

Oglądając przeszło 1000 samochodów i nie robiąc tego po łebkach, – a powiedzmy ze średnią uwagą – prędzej czy później wzmagało odczucie głodu. Nie głodu zobaczenia kolejnych stance-carów. Prawdziwego głodu takiego z chrapką na burgerka. O ile w poprzednich latach nie było pod tym względem najgorzej, o tyle w tym roku organizatorzy postanowili poprawić ten aspekt w najlepszy możliwy sposób.

Zamiast stadionowych „specjałów” w postaci kiełbasek, zapiekanek z mikrofali i kawy ze słoika, zadbali o odpowiednie zaplecze gastronomiczne w postaci liczniejszej strefy foodtruck’ów. Swoją drogą, nie były one gotowe na taką ilość odwiedzających, ale co bardziej cierpliwych potrafiły zatrzymać na terenie stadionu. My jednak z przyzwyczajenia poszliśmy jeść poza teren imprezy, ale to raczej nie jest istotne w tej historii.

Drogie bilety dla osób nie będących w temacie

Zatrzymanie osób na stadionie to jedna rzecz, ale żeby to zrobić, najpierw trzeba ich jeszcze do siebie ściągnąć. Oprócz wszystkich akcji marketingowych o których wspomniałem pobieżnie – albo i w ogóle – warto zwrócić uwagę na cenę biletu w dniu imprezy. 75zł to stosunkowo niedużo za trzy dniowy event, w końcu jakiś Sunrise Festival czy inna impreza muzyczna potrafi kosztować kilkaset złotych za wejście.

Jednakże bilet za 75zł na trzy dni kosztował tyle samo w piątek i w niedziele, a to już niefajne zagranie. Na szczęście w najgorszym przypadku spotkało się to z wyzwiskami dziewczyn w kasach biletowych przez starszego Pana, który zaciekawiony tym co się dzieje na stadionie chciał kupić bilet i zobaczyć z bliska o co w tym całym zamieszaniu chodzi. Mimo tego uważamy, że za event na takim poziomie i z taką liczbą obcokrajowców powinniśmy się cieszyć, iż nie jest to cena w euro. Organizatorów proszę o wymazanie z pamięci tego co przed chwilą przeczytali.

Raceism to impreza dla stojących aut i ludzi

Stance i auta nazywane często przez ignorantów „pomnikami” na RACEISM to istna śmietanka europejskiej sceny tuningowej. Co ja gadam, już nie europejskiej, światowej sceny! Nie dziwi więc fakt olbrzymiego zainteresowania oficjalnymi gadżetami RACEISM. Tym bardziej nie zdziwiło to organizatorów, którzy przygotowali cały kontener z ciuchami i innymi gadżetami, które można było nabyć stacjonarnie w dniach imprezy. Ale czy aby na pewno…(?)

Wszyscy spodziewali się olbrzymiego zainteresowania, ale chyba nie aż tak wielkiego. Kolejka licząca STALE kilkadziesiąt osób po czasie przestała dziwić. Chodząc po terenie obiektu i robiąc kolejne kółka w okół stadionu, trzeba było omijać nie tylko auta stojące na drodze, ale też kolejnych ludzi dołączających do olbrzymiej kolejki, która zamiast się zmniejszać, powiększała się. Co ciekawe stanie w kolejce nie dawało gwarancji kupna wymarzonej bluzy lub t-shirtu. W sobotę wyprzedano całe zapasy przewidziane na ten dzień gdzieś w połowie dnia. Wnioski wyciągnijcie sami.

To już nie NEXT LEVEL a RACEISM-owy drifting

O ile nie chciało Wam się stać w kolejce bo stwierdziliście na przykład „meh, szkoda czasu jest przecież oficjalny sklep internetowy”, mogliście udać się nad „tor”, gdzie piorunujące wrażenie wzbudzali także drifterzy. Z tą małą różnicą, iż w tym roku nie przybyli oni na NEXT LEVEL jak w latach ubiegłych, a na zaproszenie… no dobra zgłoszenie do RACEISM. Przyznam, że bardzo się tego obawiałem. Obawiałem się tego bardziej niż faktu, że Polska rzeczywiście ma szanse wyjść z grupy na Mistrzostwach Świata. Tak. Nie wierzyłem. Liczyłem, że aut będzie bardzo mało, a nawet że może być problem z zebraniem kilku sztuk. Myliłem się. Nie była to jednak cała śmietanka najlepszych polskich driftcarów, mimo tego sporo z nich się pojawiło, co na dość nazwijmy to skromny obiekt było nader wystarczające.

A kto tak właściwie przyjechał? Hmm… pośród wszystkich kierowców można wymienić mocną ekipę Musk Customs, które jak zwykle przybyło w mocnym składzie z E46, E36, E63 i oczywiście E38. Zabrakło Nissana Arka, ale podobno na Next Level ma być gotowy. Doriminati również dotarło w niemal pełnym składzie (Toyota Aristo, Soarer, Nissan S14a), obok nich przedstawiciele Projekt 86, Fgarage z niezmienionym E28, które mogliśmy zobaczyć w zeszłym roku, podobnie zresztą jak Claysmanowe IS200, które w tym roku zostało wzmocnione. WrongCrew z kolei pojawiło się z kolejnymi japońskimi perełkami w postaci Nissana 300ZX, Nissana S15 i Mazdy RX-7. Wszystko dopełniało BellyBoyz z E46, Zielik w Lexusie IS200 z duchem starego LS400 i jeszcze kilka osób.

Co do samych przejazdów, było okej choć sam poziom przejazdów osobiście nie powalił mnie na kolana. Nie było źle, jakoś super efektownie cały czas też nie było. Coś jak Maryla Rodowicz ale nie na koncercie w Opolu, a bardziej w Radomiu. To te same auta i osoby ale poziom niekoniecznie ten sam co np. na NEXT LEVEL. Przyczyn tego stanu można znaleźć kilka. Świeżo zbudowane auta, duża przerwa od ostatniego eventu, betonowe ściany czy techniczna trasa.

Gdy wszyscy kierowcy pokonali już barierę strachu przed bandami, zaczęli się dość ładnie do nich przyklejać i do siebie nawzajem w sumie też (#nohomo). Widać to na załączonych zdjęciach. Mimo tego trainy w wykonaniu aut z Musk Customs, czy Gobla przewodzący albo podczepiający się pod pary innych kierowców to majstersztyk. Poważnych dzwonów w których mocno ucierpiałyby auta nie było. Prawie…

Zabezpieczenie trasy przez ochronę to fikcja

Mówiąc o cierpieniu nie sposób nadmienić o incydencie w postaci „zmiecenia” beczki, oddzielającej prostą przed pierwszym zakrętem lub też ostatnim z nich – w niedzielę jeżdżono też w drugą stronę. W wyniku uderzenia, beczka poleciała wprost w stojący za nią tłum. Skończyło się na szpitalu i szyciu ręki. Wina obopólna, kierowca nazwijmy to – nie zachował ostrożności – a osoby stojące w tamtym miejscu, nie powinny się tam znajdować.

Co jednak zrobić, gdy ochrona była bezradna i sama nie wiedziała kogo może przepuścić, a kogo nie. Przez to na zamkniętej strefie wyłącznie dla kierowców, ekip i mediów znalazły się także osoby, które znajdować się tam nie powinny czyt. z niebieską opaską na ręce (załącznik powyżej). Nie ma tak ciężkich słów by opisać głupotę tych ludzi. Swoją drogą beczki szybko zmieniono na opony, także mimo wszystko plus za reakcję.

Z przyjemniejszych rzeczy, okazało się że organizatorzy eventu przewidzieli wyróżnienia także dla drifterów. Otrzymał ją chociażby Paweł Bednarczyk z Projekt86 za najbardziej agresywne przejazdy podczas tego eventu. Paweł nie oszczędzał Lexusa ani na moment fundując wszystkim to czego oczekiwali, czyli największej ilości kiss the wall. Gratulujemy! Chodź buda została ostatnimi czasy bardzo zgruzowana mamy nadzieję, że to nie był jej ostatni występ!

Drifting był jednak tylko dodatkiem, swoistą wisienką na niebiesko granatowym torcie RACEISM. Nie można zapomnieć o jednym z najważniejszych aspektów imprezy. O uhonorowaniu najlepszych projektów tego roku. A to zadanie nie należało do najłatwiejszych.

Ile gustów tyle opinii

Mieliście swojego faworyta, który ostatecznie nie wygrał albo nawet nie dostał się do TOP16? Jakie to auto? Podzielcie się tym w komentarzach i uzasadnijcie swój wybór. Ja o swoim opowiem za chwilę. Tymczasem skupię się na kilku projektach z TOP16. W samej topce znalazły się m.in. replika Ferrari 250 GTO, Dodge Viper, AMG GT-S, E30 z body Pandem, Mercedes-Benz W111 (rad48), BMW 2002, RWB (motyw Apple), Golf (Grounded), Mazda RX-7, Białe Audi R8, BMW M4 promująca event, BMW M6 (Camber Crew), Porsche 911, BMW Z4 oraz Audi A/S5.

Zwycięzcą eventu wybrane zostało białe Porsche 911 RWB z charakterystyczną turbosprężarką, która odróżniała ten projekt od zeszłorocznego setupu. Wiele osób po evencie stwierdziło, że na to miejsce bardziej zasługiwał Viper, który znalazł się dopiero gdzieś za Mercedesem-Benz’em W111. Ja się z tym kompletnie nie zgadzam i uważam, że to i tak bardzo wysokie miejsce jak na ten projekt.

Problem wielu ludzi, który osobiście zauważyłem był taki, iż nie jarali się oni tym projektem jako projektem, a patrzeli na niego wyłącznie przez pryzmat „WOW Viper, miałem kiedyś taki plakat na ścianie, kocham ten samochód, to on powinien wygrać bo to Viper!”. Yyy no okej… ale osobiście uważam, że nie tak powinniśmy patrzeć na auta na RACEISM. Tzn. powinniśmy ale… ehh dobra nieważne. Kto zrozumiał ten zrozumiał.

Najbardziej wyczekiwany projekt?

Chyba najczęściej powtarzanym pytaniem przed eventem było „czy twórca słynnego Carbonerre Project zdąży poskładać nowe auto na event?” Zapowiedział bowiem, iż w tym roku buduje nowy projekt na bazie Mercedesa AMG GT. Jeśli ktoś zakładał, że kolejny wytwór twórcy najgrubszego F32 i najbardziej carbonowego GT-R’a w tym kraju pójdzie po łebkach przy budowie AMG GT to mylił się, choć piszę to bez przekonania.

AMG GT wzbudzało nie mniejsze zamieszanie niż budowa smoleńskiego pomnika w Warszawie. Widać cały nakład pracy jaki włożono w ten projekt. Niezorientowani mogliby sądzić, że taki samochód musiał powstawać latami, a nie na przestrzeni tygodni. Mnie osobiście jednak efekt końcowy, który jak już wiemy podobno będzie jeszcze dopracowywany, zwyczajnie nie porwał w takim stopniu w jakim tego oczekiwałem. Osobiście po F32 i GT-R’ze spodziewałem się czegoś z większym „pierdolnięciem”.

Ale wiece… mnie bardziej jara np. niemal seryjne AE86 na r14, a jedyne co w życiu złożyłem to model Porsche 911 GT3 z Burago, więc co ja tam mogę wiedzieć. Nie mnie oceniać fachowe walory oraz plusy i minusy tego auta. Bez wątpienia był to TOP aut na RACEISM, jednak osobiście widziałbym to auto na jakimś track day’u lub wyścigu i w tamtym środowisku widziałbym go najchętniej w obecnej formie. Może nawet narobiłbym w spodnie. Kto wie?

Mimo moich słów, przez cały dzień ciężko było mi wykonać choćby jedno zdjęcie tego auta w taki sposób, by ludzie nie wchodzili mi w kadr. Obojętnie o której godzinie do niego nie podszedłem. Abstrakcja. Było to zadaniem tak trudnym jak kupienie Honora 7c na promocji w Allegro. Istne mission impossible, stąd też wniosek, że projekt musiał spodobać się olbrzymiej rzeszy fanów. Nie dziwi więc fakt, że trafił on do TOP16 eventu, a finalnie do TOP8 z którego już nie awansował.

Uhonorowane auta to tylko jedna strona medalu tego eventu, druga nieco ciemniejsza strona dotyczy drobnego problemu, który od paru lat jest nieodzownym problemem RACEISM. Mowa oczywiście o autach przyjeżdżających na znienawidzonych przez tysiące ludzi felgi JR (celowo nie rozwijam skrótu). Oficjalnie auta te nie przechodzą selekcji i nie powinny znaleźć się na evencie.

Nic dziwnego, pracujesz ciężko i ładujesz ostatnie grosze i siły w budowę świetnego samochodu importując felgi z Japonii czy USA. Jesz jedną zupkę Vifon dziennie (nie zapłacili mi za to), bo tylko na tyle Cię stać. Robisz to by zakwalifikować się do RACEISM i z dumą pojawić się własnym autem na evencie, z nadzieją że zostaniesz dostrzeżony. A obok Ciebie parkuje jakaś Skoda czy inne S15 na JR’kach, którym wstydziłbyś się podjechać po bułki z obawy, że cię wyśmieją. Można się wku**ić.

Nie można jednak obwiniać za to organizatorów. Większość aut na JR’kach –  o ile nie wszystkie – w załączonych zdjęciach na zgłoszeniach stały na innych felgach, niż te na których dotarły na event. I tak na bramie bramie przed stadionem pojawiło się kilka aut na JR’kach. W tym roku organizatorzy jeszcze przymknęli na to oko, jednak już zapowiedziano, że w przyszłym roku takie manewry nie przejdą. Auta będą cofane na bramę tzn. nie wpuszczane na teren eventu. Tak trzeba żyć. Amen.

To tylko przystanek do Time Attack

Pomimo tych czarnych owiec na JR’ach scena stance się rozwija. Próbuję to udowodnić w tym wpisie. Budowanie stance-carów, które odróżniłyby jeden projekt od drugiego zapędzają ludzi do myśli „chcę zrobić coś nowego, coś czego w tym kraju jeszcze nie było, pójścia naprzód”. Samochody coraz częściej zaczynają więc przypominać auta wyścigowe wyjęte wprost z najlepszych torów wyścigowych. Olbrzymie skrzydła, canardsy, splittery, dyfuzory, klatki bezpieczeństwa, bezpieczne baki (w stance-carze!), to powoli standard. Po co? Dlaczego? Nie rozumiem, ale… podoba mi się to.

Choćby przykład Evo z powyższego zdjęcia czy AMG GT Carbonerre Project, czy zwycięzca tegorocznej edycji w postaci białego Porsche 911. Czy któreś z tych aut po evencie weźmie udział w time attacku na Zolder? Nie. Czy wygląda to fajnie? Oczywiście! Uważam jednak, że te auta lepiej prezentowałyby się w ruchu, podczas wyścigu na Spa czy nawet torze Poznań niż pod stadionem we Wrocławiu.

Tylko czekać, aż za parę lat ktoś to dostrzeże, a liczba aut w takim stylu – stale rosnąca – osiągnie taką liczbę, że ze spokojem będzie można stworzyć time attack’ową ligę z prawdziwego zdarzenia. Chętnie w tym pomogę jakby co. Uważacie, że to niemożliwe? Spójrzcie na NEXT LEVEL, niskie i stylowe drift-cary wyglądają świetnie stojąc w parku maszyn, ale jeszcze lepiej w ruchu, sunąc bokiem, a efektem tego będzie sierpniowy NEXT LEVEL, na który przybędą drifterzy z całego świata!

…i choć kocham szczerą miłością wspomniany wcześniej time attack i uwielbiam oglądać wyścigi zmodyfikowanych samochodów z Australii, Nowej Zelandii czy USA, tak jeśli chodzi o stance i samo RACEISM…

…moje serduszko było przy Prosiakach.

Wiele ciekawych projektów nie weszło do TOP16. Wiele z nich pewnie nie wejdzie też do topki w przyszłym roku. Moje serce w tym roku porwały jednak wszystkie Porsche 944. W sumie nie tylko Porsche 944, ale choćby również 924 Le Mans. Auta klasyczne, proste i nieprzekombinowane. Ładnie podkreślone i schludne, mimo oklejenia. Nie mówię, że były lepsze od projektów z TOP’ki i tym bardziej, że powinny się tam znaleźć, jednak takich Porsche chciałbym widywać więcej. Tylko tyle mi do szczęścia wystarczy. Oliwia również nie miała problemu z wyborem jednego ze swych ulubionych projektów eventu, padło na zielone W201 – za cholere nie wiem do kogo należało – jako jedno z jej ulubionych projektów eventu. Ale my w ogóle jesteśmy jacyś inni.

A! Obojgu z nas spodobało się Infinity Rysia mimo, że trochę koza (XD). Swoją drogą jeśli to czytasz, mogę odkupić ten projekt tak jak stoi. Za taką samą cenę jaką chciałeś, zanim rozpocząłeś projekt (XD). Żartuje oczywiście. Tak naprawdę wybranie najlepszych 16 aut jest ciężkie, ponieważ są gusta i guściki. Inaczej projekty oceniali sędziowie, inaczej widzowie zainteresowani sceną, a inaczej zwykli – nazwijmy to – zjadacze chleba. Jednakże przy zatrważającej liczbie ponad 800 aut nie było opcji, żeby każdy znalazł coś dla siebie. Tak trzeba żyć!

Podsumowując chciałbym podziękować wszystkim zaangażowanym w tworzenie tego wydarzenia. Pamiętajcie, że powyższy wpis to moje osobiste wrażenia i dość subiektywne podejście do tematu. Nie wszystko mi się podobało, jednakże poziom stale rośnie i strach pomyśleć czego możemy się spodziewać w przyszłym roku. Może zabraknie stadionu by pomieścić wszystkie samochody? Kto wie!

Mam nadzieję tylko, że w przyszłym roku osoby na felgach Japan Racing będą rzeczywiście cofane na bramie, ochrona zacznie ogarniać temat i nikt nie ucierpi fizycznie ani psychicznie. Tymczasem trzymajcie się!

A jeszcze jedno, bo byłbym zapomniał. Jak osobiście oceniam ten event? W dziesięciostopniowej skali, całokształt oceniam na 8/10, a chciałbym zaznaczyć, że jestem dość surowy do oceny i nie wiem czy cokolwiek w tym roku otrzyma wyższą notę… chociaż jest jeden kandydat. W każdym bądź razie szykujcie się bo już w przyszłym roku kolejna edycja eventu RACEISM! Kto nie był teraz ten faja i musi nadrobić! Widzimy się za rok.

Chętnie poznam wasze zdanie na temat tegorocznego RACEISM. Jakie są wasze uwagi? Zgadzacie się ze mną czy może Waszym zdaniem nie mam racji? Czekam na wasze opinie. Tymczasem do następnego wpisu! Cya!

UWAGA DWIE GALERIE!

KLIKNIJ W MINIATURKĘ ABY PRZENIEŚĆ SIĘ DO WYBRANEJ:



« 1 z 10 »
*Mega spoko event ale do mnie nie trafia (dot. VAG EVENT)

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komantarza.

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: