//
you're reading...
Na marginesie, nie na temat

Susan Boyle, hiperrzeczywistość i jazda w kontrolowanym poślizgu

IMG_1241

Słyszeliście kiedyś o zjawisku hiperrzeczywistości? Pewnie nie, bo w sumie gdzie i czemu mielibyście słyszeć. Hiperrzeczywistość jako najprostsza definicja to nic innego niż taka rzeczywistość, która jest bardziej rzeczywista od samej rzeczywistości. Brzmi trochę jak masło maślane? Nic dziwnego, wymyślił to pewien francuski filozof Jean Baudrillarda, które z czasem zostało podłapane również przez socjologów oraz innych uczonych.

Mówiąc o hiperrzeczywistości, odnosimy się do mediów, bowiem to właśnie w nich znajdziemy omawiane zjawisko. Najczęściej pojawiającym się przykładem, by zobrazować w nieco łopatologiczny sposób – jak zwykło się mawiać w moich stronach – to zjawisko, jest niebo. Niebo, które w filmach jest bardziej niebieskie niż w rzeczywistości, bądź jasno zielona, wręcz jaskrawa trawa. Podobne zjawisko widzimy w gazetach poświęconych modzie, gdzie modelki, są sztucznie ulepszane i wygładzane w Photoshop’ie. Dochodzi więc do pewnego przekłamania, bowiem w prawdziwym życiu nigdy nie doświadczymy, prezentowanych nam przez te media sytuacji.

Podany przykład jednakże, większości osób nie wystarcza, dlatego chciałbym wrócić do naszego Francuza, Jeana Baudrillarda, który w swojej książce podał pewien niecodzienny, aczkolwiek bardzo wymowny przykład. Filmy porno. Taaaak, to właśnie w nich najczęściej dochodzi do przekłamania, – część osób pewnie już wie o czym mowa – bowiem widzimy w nich akcje, która pokazywana jest z perspektywy, z której my wcielając się w postać aktora/aktorki w prawdziwym życiu, nigdy nie będziemy w stanie tego oglądać. Przykładów hiperrzeczywistości w mediach jest więcej, genialnym przykładem jest choćby uwielbiana na wyspach brytyjskich Susan Boyle. Znakomita piosenkarka z Wielkiej Brytanii, znana z programu Mam Talent, której obraz został w całości wykreowany przez telewizję, co przyczyniło się do jednej z największych manipulacji publicznością w studio i przed telewizorami jakie przyszło nam oglądać w tego typu programach prawdopodobnie kiedykolwiek.

Obraz jaki kreują media oraz władzę jaką posiadają jest wprost niepojęte. Bo jak wytłumaczyć fakt, iż wspomniana Susan Boyle, okłamała cały naród, a także część świata, bijąc rekord popularności na YouTube – dopiero Gangnam Style ją pobił – i w jeden wieczór stała się swoistą ikoną popkultury XXI wieku. Talent? A i owszem, jednak o wiele większą rolę odegrała tutaj manipulacja, za którą stoją reżyser i producenci Britain’s Got Talent.

Kilka faktów. Susan w swym pierwszym wywiadzie w telewizji – możecie go obejrzeć powyżej – mówi o bardzo intymnych rzeczach, w dodatku nie będąc o nie pytana. Przeprowadzono również celowy zabieg, w którym ukazano naszą bohaterkę, w świetle starszej, zaniedbanej, nieporadnej i nie do końca zrównoważonej, samotnej kobiety z prowincji. Od czasu zakończenia programu w 2009r., którego nota bene nie wygrała co spowodowało załamanie nerwowe i szarpaniny za kulisami, powstało dotąd aż 8 biografii naszej bohaterki. Liczba imponująca, szkoda tylko, że żadna z nich nie pokrywa się ze sobą nawet w 50%. Co rusz wymyślana jest nowa choroba lub znaczące wydarzenie w życiu Susan, by na powrót stała się tematem numer 1 w Anglii, a sprzedaż jej kolejnych płyt rosła. Miała już głębokie depresje, niedotlenienie podczas porodu, a w ostatnim czasie wyznała nawet, że od dziecka cierpi na zespół Aspergera, co jest kompletną bzdurą, ponieważ osoba z takim zespołem chronicznie boi się wystąpień publicznych. Zalecałbym by inteligenta, który to wymyślił, wziąć za kołnierz i wykopać z gmachu telewizji, a następnie odprawić nad nim egzorcyzmy, skazując go na wieczne potępienie.

Aha, Susan odkryta oczywiście nigdzie indziej jak w Got Talent – bo gdzież by indziej miała taką „szansę”? – gdzie przyszła by się zaprezentować i być może nagrać pierwszą płytę w swoim życiu, „zapomniała” o tym, że już jedną, profesjonalną płytę ma za sobą.

Wiecie o tym, iż idąc do Master Chef, Top Model czy do innych programów będących następstwem reality show, z góry narzucone jest kto jest faworytem, a w późniejszych etapach kto przejdzie dalej? Głosy SMS tak naprawdę nie mają większego znaczenia, poza tym nigdy nie widzimy komisji je zliczających. Powiem więcej, w Master Chef, konkurujący ze sobą kucharze, dowiadują się co będą gotować średnio na tydzień przed nagraniem programu, a następnie przez ten tydzień uczą się przygotować danie, które zaprezentują podczas nagrania. Czy naprawdę dobrze gotują? To nie ma znaczenia, i nie nam to oceniać bowiem i tak nie spróbujemy ich dań, o wiele ważniejsze jest jaką historię opowiedzą i czy publiczność przed telewizorami ją kupi. Podobna kwestia w Top Model, reżyser nakazuje Ci co masz powiedzieć pod groźbą opuszczenia programu, gdzie zatem głosy SMS? W du… żej skrzynce odbiorczej, której nikt nie sprawdza. Takie przykłady można mnożyć.

cropped-img_2331.jpg

Przechodząc do właściwego tematu, hiperrzeczywistość ma w gruncie rzeczy sporo wspólnego z driftingiem, w którym również występuje. Produkowane filmy, a raczej sposób ich obróbki, podobnie jak praca nad zdjęciami, niejednokrotnie kończą się niejako mocnym odchyleniem od naturalnych barw, co przekłada się na jawne przekłamanie rzeczywistości, o której każdy z nas wie, w końcu kto chciałby oglądać nieobrobione zdjęcia? W sumie… no dobra może i byście chcieli ale w większości przypadków nie macie takiej okazji. Wiem, bo sam tak robię i mimo, iż zdaję sobie sprawę, że w gruncie rzeczy jest to złe, nie przeszkadza mi to. Oczywiście moje zdjęcia w przeważającej części nie są ani surowe ani hiperrzeczywiste, jednakże czasem znajdzie się coś co wpisuje się w omawiane ramy. Ilość contentu z każdej rundy jest tak ogromna, że warto spróbować się wyróżnić na tle innych niestety… z różnym skutkiem.

Dlatego muszę przyjmować każdą krytyką zarówno konstruktywną jak i zwyczajne hejty na to co robię, często także od mniej doświadczonych osób i muszę nauczyć się z tym żyć, nie robiąc afery. Mnie się nie podoba czyiś drift car, tej osobie nie podobają się moje zdjęcia lub teksty i na tym to polega, jak to powiedział kiedyś Kuba Wojewódzki w swoim programie podczas rozmowy z Marcinem Mellerem:

Takie są reguły gry: ja ci przypieprzyłem, ty mi przypieprzyłeś, podamy sobie rękę, damy sobie „z liścia”.

Szkoda tylko, że nasza polska mentalność sprawia, że ciężko jest nam podać sobie rękę. Wracając, spójrzmy na obraz teamów, czyli to jak postrzegamy ich przedstawicieli. To czy ich lubimy czy też nie, leży nie tyle w kwestii ich umiejętności jazdy w kontrolowanym poślizgu, co moim zdaniem bardziej w odpowiednim przekazie medialnym i tym jak osoba odpowiedzialna za PR teamu, wykonuje swoje obowiązki. Umiejętności swoją drogą, a to jak zawodnik umie sprzedać siebie bądź jak PR’owiec kreuje jego wizerunek w mediach to już inna para kaloszy. Znając temat niejako od podszewki, bowiem przez te lata, w których jestem mniej lub bardziej obecny, na scenie driftingowej zdarzyło mi się zamienić kilka zdań z całkiem sporą grupą zawodników. Niektóre rozmowy były bardzo przyjemne, niektóre trochę mniej, a sami ludzie na przestrzeni lat zmienili się, co może przekładać się – i czasami przekłada – na niezadowolonych kibiców, jeśli jest to zmiana na gorsze. Kibiców, którzy zostali gwałtownie sprowadzeni na ziemię po tym, jak zostali potraktowani przez samych kierowców. W jednym momencie, światopogląd czy raczej obraz driftingu jako luźnego sposobu na spędzanie czasu, u tych osób lega w gruzach. Widziałem to niejednokrotnie. Kibic odchodzący od namiotu zawodnika, bąkający pod nosem „co za gbur” to może nie powszechne zjawisko, jednakże spotkałem się z takimi sytuacjami kilkukrotnie. Brzmi to trochę jak kwestia z taniego hollywood’zkiego filmu prawda? Na szczęście mnóstwo zawodników nadal ma dystans do tego co robi i nie gwiazdorzą, przez co na twarzach kibiców – również tych, którzy przybyli na takie zawody po raz pierwszy – buduje się szczery uśmiech. Chwała im za to.

Co w tym jest hiperrzeczywistego? Zastanówcie się, których drifterów znacie bardzo dobrze, a którzy pokazują się wyłącznie na zawodach nie osiągając, większych sukcesów?* postacie te są przerysowane i kreowane na najlepsze w tym co robią co często niestety, rozmija się z prawdą.

To jak widzisz zawodnika w internecie nie musi przekładać się na jego prawdziwą osobowość. Odpowiedzialne za to są wspomniane już osoby zajmujące się public relations w teamach driftingowych oraz media takie jak driftblog, driftmania, strefa driftu i inne, pomniejsze facebookowe profile. Przyznaję, iż punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia i chcąc być poprawnym politycznie wypada o każdym pisać dobrze, co przekłada się na późniejsze rozczarowanie kibica. Pisali, że on taki spoko i wyluzowany, a tu jakiś wywyższający się dupek. Jasne, mnóstwo zawodników jest w porządku i zachowuje się podobnie w normalnym życiu jak i w internecie, należy jednak pamiętać, że posiadanie dystansu jest w życiu społecznym jedną z najważniejszych rzeczy, o ile nie najważniejszą z nich.

Możecie nie zgodzić się z powyższym, jednakże jestem ciekaw Waszych historii, odczuć, spotkań z drifterami, może coś Was zaskoczyło niezależnie czy pozytywnie czy też negatywnie albo chcielibyście się czymś podzielić? Zapraszam do zostawiania swoich opinii w komentarzach pod wpisem.

*Musk się nie liczy bo on kojarzony jest z nieco innym podejściem do driftingu i odpowiednim dystansem do tego co robi. **Główny obrazek wpisu jest niejako luźnym przeciwieństwem hiperrzeczywistości.

O Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Dodaj komentarz

Maciej Maroszek

Maciej Maroszek

Autor. Grafik. Fotograf. Specjalista od marketingu. Dorabia jako prowokator na polskiej drift scenie. Człowiek z własną definicją drifingu. Cechuje go nieprzeciętne poczucie humoru, głupota oraz dystans do samego siebie. Pisze zanim pomyśli i choć mógłby mieć wymarzone MX-5, jeździ Volvo. Kombi. W automacie. Idiota.

Zobacz pełny profil →

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

%d bloggers like this: