NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Istnieją trzy prawdy motoryzacyjne, które uważam za niepodważalne. Po pierwsze istnieją lepsze sposoby, na zakomunikowanie światu, że lubi się być pchanym przez kolegę niż kupno podrabianych felg. Po drugie umiejętności za kierownicą maleją wprost proporcjonalnie do postępów w negocjacjach zakupu dowolnego Opla. I po trzecie, bez względu na to ile worków z pieniędzmi wpakujesz w swój projekt, już nigdy ich nie odzyskasz.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Wiem. Nie odkryłem przysłowiowej Ameryki, tak samo jak nikt nie odkrył, że Lexusa IS250 można kupić za 10 000 PLN. Zamiast tego wszyscy skupiają się na poszukiwaniu IS200 albo – o kyrie elejson – E36. Skąd to wiem?

Po prostu śledzę grupy zakupowe. W ogóle ostatnio zdałem sobie sprawę, że co prawda z pewnym opóźnieniem ale pogoda zamienia się w gówno. Wiadomo. Dla mnie – właściciela przednionapędowej Toyoty nie wiąże się to z niczym szczególnym, jednak dla wielu entuzjastów driftingu to jednoznaczne z otrzymaniem zielonego światła do wyjazdu na ulicę. Świeżo zakupione 316i, 318i, IS200 i MX-5-tki masowo opuszczają osiedlowe parkingi by upierdalać na ulicach.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Do tego momentu wszystko byłoby jeszcze okej, gdyby nie fakt, że część tych randomów wsiada do RWD po raz pierwszy w życiu i to z zamiarem upierdalania bokiem jak Stewy Bryant w R32. Chyba wszyscy wiemy z czym się to wiąże? Nic tylko czekać, aż z nastaniem kolejnych przymrozków (mają jeszcze być!) lub opadów, grupy facebookowe zostaną zalane postami linkujacymi do zbiórek na zrzutka.pl by wyleczyć kogoś, kto owinął się wokół drzewa i teraz oddycha odbytem.

Można się też zrzucać na matołów, którzy ucierpieli wyłącznie finansowo urywając np. pół tyłu w etrzyśmieciu. Nie polecam tego jednak, bo kto chciałby dorzucić się do budżetu kogoś, kto opisując swoją zbiórkę pisze coś w stylu:

Hej jestem hotboi i zajebałem rów moim E36 bez podłużnic, bo jestem taki chujowy hehe XD Dej mi na następne E36 bo robię HORE ŻECZY, a przez crash już nie mogę. Nie po to ciężko pracowałem zbierając ogórki u Niemca, żeby zakończyć upalanie na pierwszym streeto. Elo mordo!

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Skończmy z takim pierdoleniem. Są gotowe rozwiązania tego problemu takie jak treningi i eventy driftingowe. Streeto ma swój klimat i na zawsze pozostanie w serduszku, ale rozpoczynanie swojej przygody na ulicach jest hmm… często kosztowne i też trochę bezsensu. Na początek lepiej ogarnąć sobie jakieś opuszczone miejsca, albo wybrać się na jakieś amatorskie eventy, najlepiej te stylowe. Dlaczego akurat te(?), a bo przy okazji promują odpowiednią estetykę aut i pomagają ukierunkować przyszłe gusta właścicieli driftcarów. Nie to jest jednak najważniejsze. Głównym celem takich eventów obok rzecz jasna świetnej zabawy jest bezpieczeństwo, a to robi różnice no bo przecież na evencie:

  • upierdalasz w bezpiecznych warunkach,
  • poznajesz mnóstwo nowych ziomeczków,
  • masz pełne zabezpieczenie gaśniczo-medyczno-techniczne,
  • masz pewną pomoc w razie awarii,
  • jeśli jeździsz BMW to i dostępność części zapasowych jest dość bogata, na miejscu, od ręki

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Owszem, jest gdzie jeździć, a lista treningów i eventów jest wbrew pozorom dość długa. Co zatem wybrać? Skoro tutaj trafiłeś to na pewno zdążyłeś się już zorientować, że zaraz cały na czarno-biało lub biało-czerwono wkroczy NEXT LEVEL ze swoim zamkniętym eventem Summer Drift Camp 3. Ponownie celem trzeciej edycji tego nazwijmy to “grassrootowego” wydarzenia było skupienie w jednym miejscu wszystkich drifterów dbających o stylówe. Zarówno starych wyjadaczy jak i nowe osoby zajarane upalaniem ładnymi furkami, które zdaniem organizatorów mogą dobrze rokować na przyszłość. Osoby, nie furki. Chociaż one też, dobra nieważne. Mówiąc inaczej…

Czujesz klimat? Chcesz upierdalać w stylowym aucie w przyszłości, ale jeszcze nie dysponujesz odpowiednimi środkami, by zrealizować te marzenia? Szukasz przepustki do głównych wydarzeń NEXT LEVEL, a twoje aktualne auto wygląda lepiej niż auta do amatorskich zawodów? Super! Summer Drift Camp to coś dla Ciebie.

Nie przejmuj się tym, że masz tylko E36 przez co nie wpasujesz się w panujący tam klimat? Spokojnie, bez obaw. Jedyne co zmienia się w temacie aut na Summer Drift Camp według moich obserwacji, to co najwyżej kolor poszczególnych E36.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

WPROWADZENIE

Summer Drift Camp 3 to bez wątpienia jeden z najbardziej wyczekiwanych eventów w roku. Dało się to zauważyć gołym okiem, a nawet usłyszeć niemytym uchem, w ciągu ostatniego roku. Liczba pytań odnośnie Summer Drift Camp przy okazji innych eventów, wychodziła poza skalę.
Druga edycja okazała się świetna, nic więc dziwnego, że wszyscy zainteresowani nie mogli się doczekać kolejnej edycji. Każdy o nią pytał, ale nikt nie znał daty. Przez długi czas nie było nawet pewne, czy ta w ogóle się odbędzie. Data pozostawała więc w sferze domysłów do czego zdążyli nas już przyzwyczaić organizatorzy. Co jakiś czas pojawiały się jednak stosunkowo wiarygodne plotki, ale nigdy nie było to nic pewnego. Sprawa wyklarowała się niczym kostka masła na patelni dopiero 21 sierpnia, a więc niecałe 3 tygodnie po NEXT LEVEL ’19. Wówczas w moich powiadomieniach na Facebook-u pojawiła się notyfikacja z zaproszeniem do udziału w prywatnym tj. zamkniętym wydarzeniu Summer Drift Camp 3.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Czekałem na to. Czekałem tak bardzo, że nasze przygotowania z Oliwią rozpoczęliśmy jeszcze w zeszłym roku. A te były grube, bo pierwszym punktem na naszej liście był zakup auta. Wiem. Zjebałem, ponieważ ostatecznie padło na Toyotę Avenis T22. W tym momencie kurtyna opada.
Wiem co myślicie, ale to rozwiązanie tymczasowe i budżetowe zarazem. Typowe tanie daily. Oczywistym okazał się wybór nadwozia – Wagon. Podpisując umowę nie myślałem nawet o tym, czy uda mi się wrócić na kołach do domu. W mojej głowie trwała projekcja wyimaginowanego świata z przyszłości prezentująca mnie, próbującego pokonać próg załadunkowy Toyoty po spożyciu dużej ilości alkoholu z ziomeczkami na Summer Drift Camp 3. Czy mi się to udało? O tym za chwilę.

Marzenia to bowiem jedno, ale prawdziwe przygotowania to drugie. A te rozpoczęły się na dobre w momencie otrzymania zaproszenia. Ogólnie rzecz biorąc wzięliśmy ze sobą dwa materace, dwie kołdry, grubsze ubrania i szklanki. Wiecie, ze szkła lepiej smakuje no i wygodniej się je trzyma. Dlaczego, aż tyle ciepłych rzeczy zapytacie? Event zaplanowano co prawda na wcześniejszy termin przed rokiem – 14 września (2 tygodnie różnicy), ale pech chciał, że dokładnie na ten okres zapowiedziano olbrzymie ochłodzenia z temperaturami spadającymi do 4-7 stopni w nocy i niewiele więcej w dzień. Czas mijał…

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

PIĄTEK

Zdałem sobie sprawę, że im bliżej eventu tym gorzej śpię. W końcu nastał wyczekiwany piątek. Znów się nie wyspałem, co akurat nie jest niczym szczególnym, bo każdego dnia budzę się z tym przeświadczeniem. Mimo wszystko cały tydzień upłynął mi w miarę spokojnie jednakże piątek… JEB JEB. Milion rzeczy do zrobienia. Nie miałem czasu na myślenie o weekendzie, trzeba było projektować, mailować, dzwonić, ogólnie pracować. Wszystko skończyło się z nadejściem magicznej godziny 16:00. Wówczas moim jedynym zmartwieniem było to, jaki alkohol wezmę ze sobą na campa. Wybór nie należał do najłatwiejszych, podobnie jak nasza podróż. Wybraliśmy możliwie jak najmniej uczęszczane drogi, by zwiedzić trochę Polski B, a może nawet C i D. Pominęliśmy drogi szybkiego ruchu i w ten sposób w okolicach 22:30 przekroczyliśmy szlaban wjazdowy na tor.

Rekord. Po raz pierwszy dojechaliśmy na miejsce tak szybko. Chwilę później odebraliśmy akredytację od Ady i Igi, które czekały na przyjezdnych przy bramie. Zanim zdążyłem się dobrze rozejrzeć, już zajmowałem się parkowaniem obok Multivanów lub jak nazywa je Oliwia – Minivanów – Romana i Arona. Dzięki tej miejscówie mieliśmy pewność, że nic nas tego weekendu nie ominie i powiem Wam, nie ominęło.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

O piątku można by wiele mówić, ale przede wszystkim było o wiele mniej przypałowo niż w 2018 mimo o wiele większej grupy uczestników. Było grupowe jeżdżenie na E36, próba kręcenia wixy przez Szupiluka czy palenie kapora w parku maszyn przez … sami domyślcie się kogo. Poza tym nic szczególnego nie działo się tej nocy. O dziwo wszyscy rozłożyli namioty przed rozpoczęciem picia. Już sam ten fakt mówi o postępie względem poprzedniej edycji.

My tymczasem zajęliśmy się chodzeniem od namiotu do namiotu, spędzając trochę czasu w jednym miejscu, by za chwile zagadać do kogoś i przenieść się w inne. Pamiętam nocne pogawędki z Michałem, Magdą i Adą, nietrzeźwego Czujnika i jego co chwile zmieniające się wybranki. Przeszliśmy przez park maszyn kilka razy. Stwierdziliśmy przy okazji, że coraz więcej osób decyduje się przyjechać już w piątek wieczorem, zamiast w sobotę rano, jednak ceną jaką przyszło im za to zapłacić to potworne zmęczenie i brak adekwatnej imprezy w parku maszyn do wcześniejszych edycji.

Nie pozostało nam nic innego jak pierdolnąć się z Oliwią do wcześniej zrobionego łoża w bagażniku Toyoty, z nadzieją, że zregenerujemy potrzebne siły w ciągu 4h snu. Rano musieliśmy być rześcy, by relacjonować i zapisywać najważniejsze wydarzenia eventu. Światło gaśnie.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

SOBOTA

8:30 nie chcę wstawać ale widzę, ze Oliwia już się wierci, więc nie pozostało mi wiele czasu. Rozejrzałem się. Wszyscy nie żyją. Ja wewnętrznie czuję się tak samo. Świadomość wróciła mi około południa. Wtedy też po raz pierwszy zmusiłem mózg do analizy wszystkich docierających do mnie bodźców z otoczenia. Maciej obudź się to oficjalnie pierwszy dzień eventu, trzeba się brać do roboty! Robimy to! PROFESJONALNIE. Pyk!

Znajduję się na Motoparku Toruń. Nitka toru, choć krótka daje mi nadzieję na dobry weekend. Dźwięk rzędowych szóstek BMW, kolorowe auta, oszronione butelki, na które pada światło popołudniowego słońca i zapach świeżej pizzy. Nie można go pomylić z niczym innym. Wszystko przypomina wstęp do reklamy nowego płynu do płukania ubrań. Prawie, bo wszechobecne E36 zaburzają piękny ład i sielankowość krajobrazu. Mój aparat jest jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie od wyjazdu na tor. Okej, może nie jedyną, bo istotny może być tu fakt, że nie posiadam auta z napędem RWD.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Przed południem poszliśmy jeszcze do naszych sąsiadów- Bobików tj. Romana i Karoliny. Szybko zauważyliśmy zwęgloną kiełbaskę, którą – łącząc fakty z minionej nocy – porobiony i piekielnie głodny Roman położył na rozgrzanego grilla. Najwyraźniej o głodzie zapomniał, bo przy porannych oględzinach kiełbaska przypominała raczej zwęglonego członka etiopskich pigmejów niż produkt spożywczy.

Witając się z kolejnymi osobami napotykamy Fijiego razem z Gimbem, którzy całkiem rześcy maszerują przez park maszyn z megafonem i nawołują wszystkich kierowców do zebrania się pod namiotem NEXT LEVEL. Sam briefing choć z opóźnieniem, odbył się bez większych przeszkód. Oficjalnie przywitano wszystkich, przekazano wszelkie informacje dotyczące bezpieczeństwa i wymiany opon, które w tym roku odbywały się na zasadzie wymiennych żetonów, po czym wszyscy rozeszli się, by rozgrzać auta i przygotować się do pierwszego wyjazdu na tor.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Nie pamiętam kto pierwszy się na nim pojawił. Pamiętam za to, kto zrobił na mnie największe pierwsze wrażenie w początkowych przejazdach. Mówię o Jacku, który w swym Lexusie jeździł bardzo mało w porównaniu do innych osób i teamów ale do tego przyzwyczaiło już nas STYLE BANGERS. Przy czym biorę pod uwagę cały event. Mimo tego, przejazdy były czyste, momentami z ładnym i głębokim wrzucaniem się w poszczególne sekcje. Ładnie i schludnie, przynajmniej wtedy, gdy sam go widziałem. Nie mówię, że z początkowych przejazdów to Lexus był najlepszy, nic z tych rzeczy ale to on zapadł mi w pamięć.

Z przyjemnością oglądałem też Fatclanowego Nissana S13 Kamila, który co prawda nie kleił jakichś super par, ale jego S13 prezentowało się na tyle rewelacyjnie, że nie sposób o nim nie wspomnieć. Nie tylko Kamil jeździł zachowawczo, pierwszego dnia imprezy. Wiele osób odpuszczało sobie efektowne przejazdy, by zrealizować swoje wcześniejsze postanowienia – te o nocnym upalaniu. Nic dziwnego, każdy chce tego spróbować!

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Oczywiście tej zasady nie trzymał się Aron i Zielik, którzy w charakterystyczny dla siebie sposób dojeżdżali do band już od początku eventu, umilając tym samym widowisko marznącym widzom. O ile jednak u Arona pojawiły się kolejne problemy z furą, o tyle Zielik i – tu niespodzianka – Santi nie zawodzili, dostarczając wszystkim zebranym świetnego show w postaci bliskiego dojeżdżania do barierek.

Nie byli jednak w tym osamotnieni. W tym roku zaobserwowałem wzrost skilla użytkownika Paweł Paszek. Nie żeby wcześniej jeździł źle, ale w tym roku wyjątkowo często widzę jak klei naprawdę bliskie pary z różnymi kierowcami, a nie jak dotąd tylko z bliskimi ziomeczkami. Odważnie, fajnie, ale compact mógłby być nadal srebrny. Just sayin’.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Pojawiło się też wiele nowych twarzy, albo takich których do tej pory nie widzieliśmy za kierownicą. Chciałem zobaczyć czy psycha pozwoli im na upalanie po zmroku, jednak nie doczekałem się… ale o tym nieco później. Wieczorem skupiliśmy się na tym co umiemy najlepiej, ziomeczkowaniu. Wtedy nie wiedziałem, że sobota wieczór może mnie tak zaskoczyć.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Zaskoczenie nr 1. Pojawienie się Santiego.

Santi planował w ten weekend startować w DRIFT OPEN w Kielcach i w rzeczy samej wystartował! Po piątkowych kwalifikacjach zdecydował jednak, że spakuje wszystkie swoje graty, po czym wyruszył w drogę do Torunia. Chyba wszystkich zaskoczyło jego przybycie. Co więcej nie spodziewałem się, że wyląduje pod jego namiotem wspominając bardzo stare driftingowe czasy, Kielce DMP itd. Mimo, że Santi jest niepijący, mnie ciągnęło do źródełka, które szybko wysychało. Z odsieczą przyjechał Michał Madziar, który aż z Warszawy przywiózł mi magiczny napój. Nie żeby go wiózł specjalnie tyle kilometrów, po prostu dał się namówić na przyjazd, a ja skorzystałem z okazji.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Zaskoczenie nr 2. Po raz pierwszy w życiu widziałem, żeby Roman kręcił większą wixe niż Aron i ekipa CB.

Poważnie. Park maszyn umarł stosunkowo wcześnie, bo o 2:30 ciężko było spotkać kogoś, kto jeszcze by nie spał. Nawet Aron – król imprezy – się zwinął. Tymczasem metr od jego Multivana Roman rozkręcał prawdopodobnie największą wixę tego wieczoru, a na pewno taką znajdującą się w TOP2 tego eventu. Działy się tam niestworzone rzeczy. Leciał Grill u Gawrona, EBE EBE, Biełyje Nosy i inne hity Księcia Kapoty. Nie zabrakło klimatów techno, hardbassu i ruskich brzmień. Hasło przewodnie BOBEK, przyjęło się na tyle dobrze, że ciągnęło się przez resztę eventu, na co reagowała zadziwiająco duża grupa osób.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Zaskoczenie nr 3. Poszedłem spać chwilę po 3:00.

Po raz pierwszy w historii Summer Drift Camp, położyłem się tak wcześnie spać. Dlaczego? Zwyczajnie nie było co robić. Wszyscy umarli albo uciekli do hotelu, co przeczy idei campa. W związku z tym zostając samemu z Oliwią na placu boju, postanowiliśmy po raz kolejny przedwcześnie spocząć w bagażniku Avensisa z nadzieją na lepsze jutro.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

NIEDZIELA

Jutro wcale nie okazało się takie super perspektywiczne. Wstaliśmy stosunkowo wcześnie bo zdaje się, że o 9:00. Kolejka do kontenerów sanitarnych po raz kolejny zawijała się w okół drzewa. Zachowawczo spakowaliśmy wszystkie graty, żeby mieć później mniej do roboty i ruszyliśmy w poszukiwaniu osób do ziomeczkowania.

Połowa niedzieli należała do E36 w dowolnym możliwym nadwoziu. Widać było progress i chęć wyładowania się po wczorajszej nie przejeżdżonej nocy. Przejazdy stały się mniej zachowawcze, przez co liczba bliskich par była niemal dwu albo i trzykrotnie większa niż dzień wcześniej. Jeśli zaś chodzi o przebieg niedzieli, poza siedzeniem na kocyku, jedzeniem pizzy i obserwowania poważnie wyglądających crashy, to zapomniałem Wam wspomnieć o bardzo istotnej rzeczy! Organizatorzy zatrudnili panie do sprzątania kontenerów sanitarnych co było prawdziwym #gamechangerem. Broń Boże się nie nabijam! To serio był strzał w dziesiątkę po tym całym syfie z jakim mieliśmy do czynienia w zeszłym roku. Pomijając tę mało istotną dla nieobecnych informację, przejdę dalej. Postanowiłem przemieszać pozostałe doświadczenia z niedzieli z podsumowaniem całego weekendu. Kto więc jeździł najwięcej podczas Summer Drift Camp 3? Kogo należało by wyróżnić?

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Bez niespodzianek – Pentla bezkonkurencyjna.

Aż głupio się powtarzać, ale Pentla po raz kolejny udowadnia, że w tej chwili jest #gamechanger-em jeśli chodzi o upalanie niskich E36. Jeżdżą najwięcej ze wszystkich, do tego często w pełnym składzie i nie oszczędzają aut. Powtarzam się wiem, ale nie zanosi się, by ktokolwiek mógł to zmienić. W ogóle. Jeśli zaś chodzi o kręcenie wixy to niestety ale Panowie i Panie tym razem zawiedli. Zawiedli na tyle, że przejdę od razu do kolejnego punktu.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Do najmniej komentowanego powrotu.

Krul compactów. #360freak. LFS’owy progamer. Sierra notloveranymore. Miłośnik R6 palących na 5 garów. Naprawdę nie wiem jak jeszcze można przedstawić Ponczaka. Fakt jest jeden. To on spopularyzował compacty do upalania w tym kraju. Nie był co prawda pierwszy ale to on miał w mojej opinii największy wkład, dopiero później pałeczkę przejął Rich i parę innych osób. #gimbynieznajo

O Piotrku mogliście na chwile zapomnieć, bowiem jego 318ti umarło na ostatnim Summer Drift Campie. Wiele dni, tygodni i miesięcy spędzonych w GTA V online, tras ogranych w Live For Speed i rozmawiania z internetowymi kolegami później w końcu jest! Wrócił skubany!

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

W tym miejscu muszę przyznać, że po raz kolejny jestem pod wrażeniem umiejętności Ponczaka, choć tych nigdy nie dało się krytykować. Sądziłem jednak, że po tak długim czasie nie wbije się tak szybko w rytm, by jeździć bliskie parki. Chuj, kurwa. Ledwo wylazłem na tor, a srebrny compact (teraz z M52) zmiótłby mnie lecąc w trainie z Szeszem i Richem. Dope!

Fajnie, choć z całej compactowej trójki (Rich, Ponczak, Roman) to Paweł wiedzie prym w gonieniu wszystkich. Robi to najczęściej z tej trójki i najodważniej. Myślę jednak, że za kilka eventów może się to zmienić i to Ponczak znów zacznie robić….

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

…chore rzeczy.

W przeciwieństwie do STYLE BANGERS. Mega szanuje całą ekipę za to co robią jako NEXT LEVEL i w roli organizatorów są genialni! Widać, że bawili się całkiem spoko, jednak na tor wyjeżdżali niezbyt często do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Jednakże, gdy ich auta znajdowały się już na torze, było co oglądać! Szczególnie zapadł mi w pamięć Musk w oprawcy, który goniąc E46 Arka dojeżdżał mu co chwila do drzwi. Warto było być cierpliwym, żeby to zobaczyć.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Mało osób o tym wie, ale na Summer Drift Camp 3 miał miejsce “pożar” E46 i to nie z byle jaki, bo furka należała do ekipy – STYLE BANGERS – brzmi znajomo? Na szczęście szybka akcja gaśnicza i wycieczka do parku maszyn, by podnieść auto i zobaczyć od spodu, czy aby na pewno kryzys został zażegnany, pomogła w opanowaniu sytuacji. Poza tym…

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

…wszyscy umarli szybko.

Nawet szybciej niż bym się tego spodziewał. Jeśli Summer Drift Camp 3 był Twoim pierwszym driftingowym campem w życiu muszę Cię zmartwić. Poprzednie edycje były lepsze jeśli chodzi o cały backstage. Sam do końca nie wiem od czego to zależy. A nie… czekaj. Wiem. Nocne upalanie, na które tak wiele osób czekało nie odbyło się, co odbiło się na przebiegu backstageowej imprezy. Przyzwyczajeni do nocnego upierdalania w świetle księżyca i imprezowania całą noc nie przypuszczaliśmy, że stanie się coś tak nieprzewidywalnego.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

A mogliśmy, bo duża liczba aut na torze to większe ryzyko na crashe i wycieki aut w nazwijmy to różnym stanem technicznym. Nie żeby auta były niebezpieczne, ale E36 do najmłodszych nie należy, a wszystkie gumowo-elastyczne węże lubią sobie ze starości wystrzelić, a miski olejowe w obniżonych furkach popuścić tu i ówdzie po różnych przygodach. Takie sytuacje generowały przerwy poświęcone na posprzątanie toru.

Taka sytuacja miała również miejsce na moment przed nocnym upalaniem. Przerwa była na tyle długa, że nie opłacało się kierowcom wyjeżdżać z powrotem na tor, bowiem punktualnie o 22:00 na Motorparku Toruń miała zapanować cisza absolutna! Okej, przegiąłem. Nie absolutna, ale wszyscy wzięli sobie to do serca i…

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

…poszli spać.

Chcesz kręcić wixę? Bawić się do białego rana z driftingowymi ziomeczkami? Słyszałeś legendy o tym co dzieje się na Summer Drift Camp i że to najlepszy event by się zintegrować? Chcesz wiedzieć czy to wszystko prawda? Powiem Ci, no prawie…

To co słyszałeś o pierwszej i drugiej edycji to z pewnością prawda, natomiast III to jakaś farsa pod względem backstageowych historii. Część ludzi potworzyła małe grupki, inni walczyli z autami nie mając czasu na zabawę, jeszcze inni próbowali kręcić wixę, a pozostali zwinęli się do hotelu marszczyć siusiaki w kameralnym gronie. Finalnie przez nie ma o czym pisać. Tyle.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Chociaż nie! Były przecież crashe – Bananowo – Nakamurowo – Szeszowe

Nie chciałbym się rozwodzić nad tym zbyt długo. Crashe to nieodzowna rzecz związana z Summer Drift Camp i każdym innym driftingowym eventem lub treningiem. Bilans wszystkich edycji wygrywa Szesz z 2/3 poważnymi crashami, który i tym razem zakończył zabawę w klasycznie toruński dla siebie sposób. Nie przebił jednak crasha z samego końca imprezy. Motopark w Toruniu jest dość oklepanym layoutem, są to w zasadzie 3 zakręty i to właśnie przed trzecim z nich, a za wierzą sędziowską mamy pas techniczny, na którym zgodnie z briefingiem nie powinien stać żaden fotograf, a tym bardziej auto.

Nie pykło. Nie zliczę przypadków, gdy auta zjeżdżały tam, by coś poprawić mimo kategorycznego zakazu wysiadania z auta na torze . Wielu kierowców zatrzymywało się tam by poczekać na ziomka z teamu. Niejednokrotnie stały tam też auta, które ucierpiały chwile wcześniej, niestety często w bliskim sąsiedztwie zewnętrznej trzeciego zakrętu, co wraz daltonizmem części kierowców, mających problemy z rozpoznaniem właściwego koloru flagi prosiło się o crasha. W końcu. JEB JEB. Stało się. NakaMuran z STEET INVADERS wjechał swoim świeżo zbudowanym E36 w stojące E46 Zip Squad, wyglądało to bardzo groźnie, bo Zipy dostały strzał w drzwi, przynajmniej tak się wtedy wydawało. Służby i karetka pojawiły się w mig. Na szczęście wszystko skończyło się na strachu i uszkodzonych furkach.

Oczywiście to nie jedyne crashe, które wydarzyły się tego weekendu, było ich o wiele więcej ale nie sposób wszystkich wymienić. Co innego gdyby przyznawano za to jakieś wyróżnienia, a tych nie było. W sumie nie do końca, ale skoro już przy tym temacie jesteśmy to…

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

…nagrody nagrodami, ale to nie są zawody, żeby rozważać komu się coś należy, a komu nie – podkreślał Jacek.

Chyba czytał mój poprzedni wpis. Heh. Od początku. Pierwsza nagroda Wartownik dla osoby, która więcej stała niż jeździła. Po raz pierwszy wyróżnienie w tej kategorii otrzymał Rayu, którego E46 zostało unieruchomione o ile mnie pamięć nie myli przez awarię sprzęgła.

Ta awaria jest jednak niczym w porównaniu do wyczynu, którego dokonał Adam Wojak ze swoim E36 z JZ-tem. Ten XEROBOI naoglądał się najsłynniejszego video z Muskiem i inspirując się nim w bardzo podobny sposób wydachował swój zestaw tj. lawetę z E36. Mistrz Harców mógł być zatem tylko jeden!

Jeden mógł być również Terenoznawca, a więc nagroda dla osób, które najlepiej wypadały w przysłowiowe pomidory. Tym razem było inaczej, nie zarejestrowałem bowiem wyczynu Piotrka Badory, który tak wypierdolił w pomidory swoim E46, że urwał przednie zawieszenie. Piotrek musiał wydać jakieś 32,50zł na remont zawiasu w BMW, ale opłaciło się, bo organizatorzy postanowili go za tę akcję wyróżnić.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Wyróżniono również samego Muska w kategorii Tropiciel śladów. Choć Kuba rzadko wyjeżdżał na tor, jednak gdy już to robił, dawał świetne widowisko goniąc np. wspomnianego wcześniej Arka. Być może były osoby, które lepiej goniły, ale na tamtą chwilę nie mogłem sobie żadnej przypomnieć i tu był przysłowiowy pies pogrzebany, bo z drugą nagrodą w tej kategorii był problem.

Nikt nie wiedział komu ją przyznać, nawet organizatorzy. Skończyło się pytaniem do publiki tj. kierowców, ich ziomków i mediów, kto naszym zdaniem zasługuje na drugą statuetkę? Nagle. Pustka, nikt nie potrafił wytypować jednej osoby. Może poza BellyBoyz bo szybko rzucili hasło EMIL, by po chwili ktoś inny rzucił imię i nazwisko typa, którego słyszałem pierwszy raz w życiu i raczej nie zapamiętałem stylu jego jazdy… ale mniejsza. Drugi kolega, poprzez natłok wykrzykiwanych imion został nazwany “eee!”. Pozostało zatem z pomiędzy Emila i “eee!” wybrać jedną osobę. Na pierwszy ogień pomiar głośności krzyków wrzasków i innych odgłosów. Po trzech próbach mieliśmy remis. Miękka gra się skończyła i o wyniku tego starcia miał zadecydować pojedynek na torze.

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

W ten oto sposób byliśmy świadkami pierwszego w historii pojedynku w parach na Summer Drift Camp. Zasady? Niby były znane, ale w większości tylko organizatorom. Panowie oddali łącznie 6(?) przejazdów. Choć już po dwóch kolega “eee!” miał olbrzymią przewagę w naszym odczuciu. Przyszedł czas na dogrywki i dodatkowe przejazdy, które finalnie zakończyły się patrząc na całokształt – wygraną Emila. Druga statuetka Tropiciela śladów powędrowała zatem do Belly Boyz. Swoją drogą Emil przez cały dzień jeździł bardzo dobrze i choć ciężko to przyznać nie zwracałem uwagi na jego oczojebne żółte E46. Żałuję. Serio.

Moją uwagę przykuł jednak tegoroczny Przyjaciel ściany. Nagrodzona nią została najbardziej zaskakująca osoba tego eventu. Naprawdę nie wiem, jak to się mogło stać. Żartuje, statuetka znów powędrowała do Zielika. Tomek jest poza konkurencją więc nagroda mu się po prostu należała. Przyznam jednak, że Zielik powinien nieco wyluzować i dać szansę innym! Ha! Organizatorzy to przewidzieli i przygotowali drugą nagrodę z tej kategorii. Przynajmniej to było pewnym zaskoczeniem. A nie, czekaj… tę drugą otrzymał Santi. Czyli bez zmian.

Niewolnik własnego sukcesu

Kiedy jechałem na SDC3 nie mogłem nawet przypuszczać, że wyląduje u Santiego pod namiotem wspominając z całą ekipą czasy starych Kielc, kiedy jeszcze brylowały tam zawody DMP w starym układzie. Pomijając te emeryckie wspominki, muszę Wam coś powiedzieć. Santi jest z rocznika 1998! JA PIERDOLE, co za pojebana akcja. Tak się stało, że dowiedziałem się o tym zupełnie przypadkiem. Jakiś czas temu miałem okazję gościć Santiego na kwadracie i sprzedał mi, a w zasadzie Oliwii info dotyczące jego wieku. Co więcej doszliśmy do tego, że Kuba jest niewolnikiem własnego sukcesu.

Bo jak nazwać człowieka, który po pierwszym wyjeździe w życiu na tor w Kielcach, przy pierwszym przejeździe robi od razu Kiss The Wall, a następnie powtarza to na niemal za każdym razem i na każdym evencie, na którym się pojawi? Santi przyznał, że czuje presje, gdy każdy wymaga od niego, by dojechał jak najbliżej ściany. Zastanawiacie się, skąd u Santiego taki skill? Stara, sprawdzona zasada. Bardzo dużo czasu spędza za kierownicą wirtualnego XRT w LFS. Proste i klasyczne rozwiązanie. Nie Assetto Corsa, nie jakieś konsolowe Forzy, tylko Live For Speed. Tak musimy żyć!

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

PODSUMOWUJĄC

Ogólnie było świetnie! Choć czuję pewien niedosyt. Backstage w tym roku nie podołał, no i byłby cud, miód i orzeszki, gdyby wszyscy tyle nie spali, a auta miały normalne miski olejowe zamiast durszlaków i normalne węże zamiast sitek. Na szczęście ładne furki, dojeżdżanie do ścian przez niektórych i ogólna atmosfera spowodowała, że na ten event po raz kolejny chce się wrócić! Mimo wszystkich przeciwności, które stanęły na drodze organizatorom. Pamiętajmy jednak, że Summer Drift Camp 3 należy rozpatrywać przede wszystkim jako wydarzenie do ziomeczkowania się, a nie oczekiwania wyłącznie quality jazdy bo tutaj część osób musi jeszcze trochę poćwiczyć.

Jak wiemy, apetyt rośnie w miarę jedzenia, po świetnym NEXT LEVEL-u i Summer Drift Campie 2 miałem duże oczekiwania co do 3 odsłony. Niestety trochę się zawiodłem, ale mimo to, było przewspaniale i każdemu polecam udział w takim wydarzeniu! Bez względu czy jeździsz furką, robisz zdjęcia czy jesteś ziomeczkiem innego ziomeczka. Warto się jakoś wkręcić i otrzymać zaproszenie. Uważam, że SDC3 to najlepiej integrujący całą społeczność driftingową event w kalendarzu driftingowych wydarzeń w 2019. Mimo wszystko!

ALBUMY

(Kliknij w miniaturkę aby zobaczyć)

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

NEXT LEVEL – Summer Drift Camp 3

Leave a Reply